Czy Polacy zapłacą za barbarzyństwo Niemiec? Łysiak dla Niezależnej: Mały wstyd kanclerza

„Donald Tusk chce, aby polscy podatnicy zapłacili za krzywdy wyrządzone Polakom przez Niemców. Jest to propozycja skandaliczna z dwóch powodów – po pierwsze pokazuje niezwykłą słabość wobec Berlina, a po drugie oznacza, że ​​Polska jest gotowa wziąć na siebie część odpowiedzialności za to, co zrobili Niemcy” – pisze w swoim felietonie Tomasz Łysiak Niezalezna.pl.

Polacy ze zdziwieniem słuchali słów polskiego premiera, który stojąc obok kanclerza Merza mamrotał coś na temat odszkodowań dla ofiar II wojny światowej. Ze zdziwieniem, bo zamiast stawiać stanowcze żądania skierowane do Niemiec „tak powinien był postąpić polski premier, gdyby rzeczywiście dbał o sprawy Polski i Polaków”składał idiotyczne deklaracje, że jeśli Niemcy nie zapłacą „a Merz słuchał i nie wyglądał na kogoś, kto zapłaci”to zamiast tego zrobiłby to polski rząd. Jak to się często mówi w takich sytuacjach, ręce nie mają już gdzie opaść…

Okazuje się, że Donald Tusk chce, aby polscy podatnicy zapłacili za krzywdy wyrządzone Polakom przez Niemców. Jest to propozycja skandaliczna z dwóch powodów – po pierwsze, ukazuje niezwykłą słabość do Berlina, po drugie, oznacza wzięcie na siebie, na Polskę, części odpowiedzialności za to, co zrobili Niemcy. A wszystko to dzieje się w rzeczywistości, w której media starają się wepchnąć Polaków w rolę współsprawców Holokaustu, praktycznie pomocników Hitlera. Takie słowa polskiego premiera doskonale wpisują się w tę propagandową machinę – bo jeśli sami chcemy płacić odszkodowania własnym obywatelom, to czy w jakiś sposób nie uznajemy pewnego rodzaju „współodpowiedzialność”? Tylko z tego powodu oświadczenie to było katastrofalne.

A poza tym, niestety, było to też bardzo infantylnie interpretowane i wyjaśniane przez środowiska sympatyzujące z Donaldem Tuskiem. Bo te haniebne słowa miały rzekomo wywołać u kanclerza Niemiec poczucie wstydu lub zażenowania. Niestety, tak się nie stało. Chyba, że ​​pan Merz dopiero teraz, gdzieś w zaciszu jakiegoś urzędu rządowego w Berlinie, przeżuwa wstyd i gorycz związaną z tym, że Niemcy nic Polakom za swoje zbrodnie nie zapłacili i nie mają zamiaru płacić. Być może dręczony poczuciem winy pan Merz uda się pod kamień pamiątkowy i zapali tam znicz pamięci? A potem z pod płaszcza wyjmie swój mały wstyd, wykopie małą łopatką pod kamieniem pamiątkowym i tam ukryje ten mały wstyd? A może kiedyś przyszłe pokolenia ją odnajdą i przeczytają, jak potężna, jak dobitna, jak szokująco skuteczne były słowa polskiego premiera i co rzekomo wywołały?

Dodaj komentarz