W obliczu narastającego kryzysu Stany Zjednoczone rozpoczęły wycofywanie części swojego personelu z kluczowych baz na Bliskim Wschodzie. Decyzja ta jest odpowiedzią na groźby ze strony Teheranu, który ostrzegł, że w przypadku interwencji Waszyngtonu uderzy w obiekty amerykańskie. Reuters podaje, że w ciągu najbliższych 24 godzin może nastąpić atak USA na Iran rządzony przez fundamentalistów.
Urzędnicy amerykańscy, rozmawiając anonimowo z Reutersem, potwierdzili, że redukcja personelu w regionie jest środkiem zapobiegawczym. Do ruchów tych należy m.in. największa amerykańska baza na Bliskim Wschodzie, Al Udeid w Katarze, gdzie stacjonuje ok. 10 tys. żołnierzy. Według doniesień część personelu natychmiast opuściła bazę. Podobny krok podjęła również Wielka Brytania, ewakuując część swojego personelu z bazy lotniczej w Katarze.
Napięcia dodatkowo zwiększają sygnały napływające ze kręgów wojskowych i dyplomatycznych. „Wszystkie sygnały wskazują, że atak USA jest nieuchronny, ale tak też zachowuje się ta administracja, aby utrzymać wszystkich w napięciu. Nieprzewidywalność jest częścią strategii”
– powiedział agencji Reuters zachodni urzędnik wojskowy. Dwóch europejskich dyplomatów oświadczyło podobno, że interwencja USA może nastąpić w ciągu 24 godzin.
Sytuacja jest niezwykle płynna, a prezydent Donald Trump w ostatnich dniach wielokrotnie groził Iranowi interwencją w związku z brutalnym tłumieniem protestów antyrządowych. Wezwał Irańczyków do kontynuowania demonstracji, pisząc w mediach społecznościowych:
„(…) PROTESTUJCIE – PRZEJMIJCIE SWOJE INSTYTUCJE!!! Zapiszcie nazwiska zabójców i sprawców przemocy. Zapłacą wysoką cenę. Odwołałem wszystkie spotkania z irańskimi urzędnikami do czasu ustania bezsensownego zabijania protestujących. POMOC JUŻ JUŻ (…)”
– napisał w Truth Social.
Republika Islamska stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu wewnętrznego od rewolucji 1979 roku. Protesty, które wybuchły dwa tygodnie temu w związku z fatalną sytuacją gospodarczą, szybko przerodziły się w ogólnokrajowe powstanie przeciwko rządom ajatollahów. Reżim odpowiedział z bezprecedensową brutalnością.
Liczba ofiar śmiertelnych jest trudna do zweryfikowania ze względu na brak informacji, ale liczby są zdumiewające. Jeden z irańskich urzędników stwierdził, że zginęło ponad 2000 osób, podczas gdy organizacje praw człowieka zgłaszają ponad 2600 zgonów. Reżim w Teheranie, co nie jest zaskoczeniem, oskarża Stany Zjednoczone i Izrael o podżeganie do niepokojów i nazywa protestujących „uzbrojonymi terrorystami”.
Dowódca armii irańskiej, generał Abdolrahim Musawi, oświadczył, że Iran „nigdy nie spotkał się ze zniszczeniem na taką skalę”, zrzucając winę na „wrogów zewnętrznych”. Teheran ostrzegł kraje sąsiadujące, że jeśli Waszyngton zdecyduje się na atak, reakcja Iranu będzie skierowana przeciwko bazom amerykańskim w całym regionie.