„Referendum to nie święto demokracji” – oświadczył Borys Budka, broniąc swojej żony, burmistrz Gliwic Katarzyny Kuczyńskiej-Budki. Tymczasem działacze domagający się jej usunięcia zebrali ponad 18 000 podpisów, przekraczając wymagany próg. Eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej przekonuje, że referendum pozwala na podjęcie decyzji mniejszości, poruszając jednocześnie temat „fabryk trolli”. Jego uwagi wywołały falę komentarzy w Internecie, w których krytycy zarzucali mu hipokryzję i podwójne standardy w stosunku do… prawdziwej demokracji.
Działacze na rzecz referendum w sprawie odwołania prezydent Gliwic Katarzyny Kuczyńskiej-Budki zebrali ponad 18 tys. podpisów. Zbiórka zakończyła się w niedzielny wieczór, przekraczając wymagany próg o ponad 5 tysięcy podpisów. Dokumenty zostaną teraz zweryfikowane, a komisarz wyborczy zadecyduje o możliwości przeprowadzenia referendum.
Zawiadomienie o zamiarze uruchomienia inicjatywy referendalnej wpłynęło do katowickiego oddziału Krajowego Biura Wyborczego 25 sierpnia br. Organizatorzy, stowarzyszenie Gliwice2026, mają 60 dni na zebranie podpisów. Zgodnie z prawem referendum w sprawie odwołania burmistrza można przeprowadzić na wniosek co najmniej 10 procent uprawnionych do głosowania mieszkańców. W Gliwicach oznacza to 12 700 osób.
Twarzą publiczną inicjatywy jest prawnik i lokalny działacz Robert Dopierała, który przekonuje m.in., że Kuczyńska-Budka straciła zaufanie mieszkańców. Nie uzyskała wotum zaufania radnych miejskich na rok 2025. W sprawie jej działań toczą się cztery śledztwa prokuratorskie. Ich istnienie nie przesądza oczywiście o winie ani odpowiedzialności, ale w połączeniu z decyzją Rady pogłębia kryzys zaufania.
Budka broni żony: „To nie jest święto demokracji”
Zapytany dziś przez Wirtualną Polską o możliwe odwołanie żony, eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej Borys Budka powiedział, że referendum nie jest „świętem demokracji”.
„Wydano bardzo dużo pieniędzy. Prywatne pieniądze, bo tu nie obowiązują takie przepisy. I znam osoby, które poczuły się pokrzywdzone, że układ, który istniał w Gliwicach przez 25, a nawet prawie 30 lat, nie działa już tak, jak by sobie tego życzyły. Lokalnym interesom biznesowym nie spodobały się pewne decyzje – przejrzyste decyzje, które zmieniły bieg rzeczy. Jeśli chodzi o miasto, gorąco zapraszam wszystkich do Gliwic. Kilka bardzo prostych decyzji je zmieniło. Jeśli chcesz dostać się do szczegółowo można zapoznać się z budżetem miasta” – powiedział.
Następnie argumentował, że „niestety w przypadku referendum istnieje tylko jedno podejście”.
„Ja mówię: jeśli chcesz odwołania, idź i zagłosuj. Jeśli jesteś usatysfakcjonowany, zostań w domu. Nie daj się nabrać… Wytłumaczę ludziom, że referendum to jakieś świętowanie demokracji. Nie. Niezadowoleni wzywają do referendum – mają takie prawo. Ci, którzy są zadowoleni, którzy chcą bronić burmistrza i uważają, że jego wyniki należy oceniać po pięcioletniej kadencji, niech zostaną w domu.”
Zapytany, czy naprawdę wierzy, że referendum, w którym obywatele mogą wyrazić swoje poglądy w danej sprawie, nie jest świętem demokracji, odpowiedział: „Nie. To jeden z przejawów demokracji. Wybory są świętem demokracji”.
„Referendum w tym systemie pozwala jednak decydować mniejszości, bo nie decyduje większość. Proszę zauważyć, że te przepisy umożliwiają zmianę. Ja nie kwestionuję prawa. Po prostu wyjaśniam mechanizm: w referendach odwoławczych decyduje mniejszość, a nie większość. W wyborach decyduje większość. I dlatego w takim miejscu jak Gliwice nie ma kandydata. Nikt nie wystąpił naprzód i nie powiedział: będę kwestionować wybory i wygram. Kandydat popierany przez stare Gliwice establishmentu i obozu związanego z Frankiewiczem, ale także przez PiS i Konfederację, tam przegrali. Wszyscy byli przeciw kandydatowi Koalicji Obywatelskiej” – kontynuował.
Następnie oświadczył, że wierzy, że jego żona nie zostanie wspomniana, i poruszył temat… „fabryk trolli”.
„Niebezpieczne są niestety sygnały o przemieszczaniu się fabryk trolli, o Internecie i działaniu tego mechanizmu. To jest bardzo niebezpieczne, bo to jest swego rodzaju poligon doświadczalny – z Krakowa, Zabrza i tamtych miejsc – i pokazuje, że za pieniądze można kupić wszystko” – powiedział.
„Koalicja Obywatelska niczego się nie uczy…”
Wypowiedź Budki wywołała lawinę komentarzy w Internecie. Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, napisał na X:
„No cóż, Borys na pewno nie pomaga swojej żonie. Dlatego lekarze nie leczą własnych rodzin. PS Z tymi farmami trolli chyba miał na myśli Soka z Buraka 🙂 Koalicja Obywatelska nie uczy się zupełnie niczego, jak obchodzić się z referendami. Zupełnie niczego.”