Lisiewicz do prof. Kowalskiego: Lis nie może strzec kurnika – proszę o rezygnację z członkostwa w KRRiT!

Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji (…) oraz zapewnia otwartość i pluralizm radia i telewizji” – tak stanowi art. 6 ustawy o radiofonii i telewizji. Dlatego też prof. Tadeusz Kowalski, zdeklarowany przeciwnik wolności słowa i pluralizmu – zarówno w czasach PRL, kiedy proponował ograniczenie alokacji papieru gwarantowanego do tytułów „priorytetowych dla władzy politycznej”, jak i dziś, gdy w identyczny sposób zabiega o likwidację gwarancji nadawczych Telewizji Republika – nie może być członkiem Rady. Lis nie może strzec kurnika. Panie profesorze, czas podać się do dymisji z członkostwa w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji (KRRiT) – pisze Piotr Lisiewicz dla portalu Niezależna.pl.

Mój artykuł, „Wstydliwa przeszłość członka KRRiT: jak prof. Kowalski wspierał walkę Jaruzelskiego Junty z wolnością słowa” zaniepokoiło wiele osób i instytucji. Przypomnijmy, że przytoczyłem, jak w czasach komunizmu prof. Tadeusz Kowalski dbał o „najpełniejszą realizację programu propagandowego partii” i „wystarczający wpływ PZPR” na RSW Prasa Książka Ruch. Opowiadał się za ograniczeniem przydziału gwarantowanych papierów do tytułów „traktowanych priorytetowo przez władzę polityczną”. Dwa lata przed Okrągłym Stołem „wyraził pogląd”, że powstanie systemu wydawniczego „w sensie rozpowszechniania treści zróżnicowanych ideologicznie” jest „bardzo odległe w czasie”.

dr hab. Hanna Karp, wiceprzewodnicząca ds Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odpowiedziała na artykuł, pisząc do prof. Kowalskiego, że Gazeta Polska tekst „zawiera wiele niepokojących informacji związanych z Twoją pracą zawodową i naukową, wcześniej zupełnie nieznanych.” Zapytała o ujawnione przeze mnie cytaty i fakty, prosząc o potwierdzenie lub zaprzeczenie ich prawdziwości. Prof. Kowalski odpowiedział na jej list, ale w sposób całkowicie wymijający i nie nawiązujący do tego, co ujawniłem. Odpowiedź tę publikujemy poniżej, aby każdy mógł zapoznać się z rozumowaniem profesora.

Po pierwsze, profesor pisze, że mój artykuł zawierał „elementy dezinformacyjne”, które „na szczęście pomija milczeniem”. Gdzie tu logika, profesorze? Jeśli w tekście jest dezinformacja, nie należy jej pomijać, lecz bezlitośnie demaskować. Że powinienem to wyjaśnić medioznawcy… Milczenie – miłosierne lub inne – jest właściwe, gdy nie ma dezinformacji i tak należy rozumieć swoje stanowisko.

Po drugie, dowiadujemy się, że dr Hanna Karp nie powinna cytować tygodnika Gazeta Polska gdyż prof. Tadeusz Kowalski ocenia jego wiarygodność jako „bardzo niską”. Jednak nadal nie wskazuje w moim tekście ani jednego nieprawdziwego czy choćby zmanipulowanego cytatu. Profesorze, tak nie było Gazeta Polska który był autorem tych słów – to byłeś ty, w Zeszyty Prasoznawcze! Czy oceniasz siebie jako „bardzo nisko”?

Po trzecie, czytamy, że rozprawa doktorska prof. Kowalskiego pt. „RSW Prasa–Książka–Ruch w warunkach reformy gospodarczej w latach 1981–1983”, „przeszedł wszystkie procedury weryfikacyjne na jednej z najlepszych uczelni w Polsce, Uniwersytecie Warszawskim.” Można jedynie z ironią zauważyć, że trudno byłoby jej nie przejść, zważywszy, że wśród jej recenzentów znalazł się docent Wiesław Rydygier – przedostatni… prezes RSW Prasa Książka Ruch – który w okresie stalinowskim (1950–1951) pracował w cenzurze, czyli Głównym Urzędzie Kontroli Prasy; oraz prof. Antoni Rajkiewicz, który w stanie wojennym, w dobie kartek żywnościowych i pustych półek, był ministrem pracy, płac i spraw socjalnych w rządzie Wojciecha Jaruzelskiego oraz członkiem Komisji Polityki Społecznej KC PZPR. W okresie stalinowskim działał w PPR i PZPR. Promotorem rozprawy Tadeusza Kowalskiego był Tadeusz Kupis, autor książki wyznaczającej standardy dziennikarstwa komunistycznego, „Zawód dziennikarza w Polsce Ludowej”. Dla takich recenzentów i promotora rozprawa była niewątpliwie wzorowa – genialna, może nawet genialna!

Po czwarte, profesor uważa mój tekst za „niedopuszczalny, bezprawny nacisk wywierany na niego jako na funkcjonariusza publicznego”. Jaka kara powinna za to grozić? W czasach komunizmu profesor z pewnością byłby zwolennikiem striptizu Gazeta Polska przydzielonego mu papieru, ponieważ „władza polityczna nie uznała go za priorytetowy”. I podjąłby działania, aby to zapewnić Gazeta Polska miał „wystarczający wpływ PZPR”. Dziś jest to bardziej skomplikowane – ale w przypadku Telewizji Republika niekoniecznie: slash, bang i licencja zostaje zabrana, tak jak kiedyś papier. A wtedy profesor może triumfalnie ogłosić, że działalność stacji telewizyjnych „w sensie rozpowszechniania treści zróżnicowanych ideologicznie” jest „bardzo odległa w czasie”.

Dodaj komentarz