Berlin zamknął swoje ostatnie elektrownie jądrowe, ale odpady pozostają. Teraz Niemcy szukają miejsca na zakopanie tysięcy ton najbardziej radioaktywnych materiałów na świecie przez setki tysięcy lat. Oficjalna mapa potencjalnych lokalizacji obejmuje tereny tuż przy granicy z Polską. W czerwcu BGE opublikuje kolejną recenzję, która może jeszcze bardziej zawęzić listę kandydatów.
27 000 metrów sześciennych – tyle wysoce radioaktywnych odpadów muszą składować Niemcy po wyłączeniu swoich ostatnich reaktorów jądrowych w 2023 r. Odpady będą nadal emitować promieniowanie przez tysiące lat. Dlatego należy go zakopać głęboko pod ziemią, w stabilnych formacjach skalnych, z dala od wód gruntowych. Problem w tym, że żaden z niemieckich krajów związkowych nie chce tego na swoim terytorium.
Procesem zarządza BGE, spółka federalna powołana wyłącznie w tym celu. Od 2020 roku dokonuje przeglądu całego terytorium Niemiec pod kątem przydatności geologicznej. W listopadzie 2025 r. opublikowała drugie sprawozdanie z postępu prac. Trzecie zaplanowano na czerwiec 2026 r., kiedy to pozostałe nieocenione regiony otrzymają ocenę geologiczną.
Wschodnie Niemcy na mapie
Na aktualnej mapie BGE obszary uznane za potencjalnie odpowiednie z geologicznego punktu widzenia skupiają się we wschodnich krajach związkowych – Brandenburgii, Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Saksonii. Wszystkie te regiony graniczą bezpośrednio z Polską. Złoża soli i skały uznane przez BGE za wymagające dalszych badań na odcinku od Szczecina do Dolnego Śląska.
BGE podkreśla, że opiera się wyłącznie na danych geologicznych. Faktem jednak jest, że zachodnie państwa niemieckie od lat skutecznie blokują niechciane inwestycje na swoim terytorium, a presja polityczna w coraz większym stopniu przesuwa dyskusję w stronę Niemiec wschodnich. Bawaria i Badenia-Wirtembergia protestują głośno i skutecznie. Brandenburgia protestuje ciszej.
Co czerwiec 2026 oznacza dla Polski
Jak dotąd duże obszary północnych Niemiec na mapie BGE były zaznaczone na szaro, co oznacza, że ich ocena geologiczna nie została jeszcze ukończona. W czerwcu 2026 r. te szare strefy znikną. BGE opublikuje oceny wszystkich pominiętych wcześniej regionów i po raz pierwszy pojawi się pełny obraz. Stanie się wówczas jasne, które obszary w pobliżu polskiej granicy zostaną uznane za odpowiednie do dalszych badań.
To nie jest jeszcze ostateczna decyzja lokalizacyjna. Droga do wyboru najlepszej lokalizacji jest długa. Dopiero do końca 2027 roku BGE przedstawi krótką listę kilku do dziesięciu regionów do eksploracji powierzchniowych. Potem przyjdą lata dalszych badań, a następnie decyzja Bundestagu. Ostateczna lokalizacja ma zostać wybrana przed 2031 rokiem, choć samo BGE przyznaje, że termin ten wydaje się nierealny.
Polska może odpowiedzieć, ale nie decyduje
Polska nie jest formalnie stroną tego procesu. BGE poszukuje repozytorium na terenie Niemiec i działa wyłącznie na podstawie prawa niemieckiego. Konwencja z Espoo wymaga transgranicznych konsultacji środowiskowych w przypadku projektów, które mogą mieć wpływ na kraje sąsiadujące, ale procedury te nie zostały jeszcze wszczęte. Polska może zgłaszać uwagi, ale nie ma prawa weta.
Dla mieszkańców Szczecina, Zielonej Góry czy Wrocławia oznacza to jedno: w Berlinie zapadają decyzje, które zadecydują o tym, co przez najbliższe stulecia może znajdować się pod ziemią kilkanaście kilometrów od ich domów. Kolejna aktualizacja map spodziewana jest za kilka tygodni. Temat z pewnością powróci.