Nowe fakty w sprawie interwencji Sakiewicza. Kamery policyjne uruchomiły się z opóźnieniem. Dwa jednoczesne raporty

Za kulisami głośnej interwencji w domu Tomasza Sakiewicza, prezesa TV Republika. Choć doniesienia mediów wskazywały na e-mail grożący samodetonacją, z ustaleń Niezalezna.pl wynika, że ​​policja podjęła działania dopiero po późniejszym „czerwonym alarmie” z infolinii działającej przy Rzeczniku Praw Dziecka. Uzyskane przez Niezaleznę szczegółowe nagrania policyjne ukazują przebieg interwencji minuta po minucie, pozostawiając jednak bez odpowiedzi kluczowe pytania: dlaczego kamery funkcjonariuszy zostały włączone z opóźnieniem i czy prokuratura udostępni opinii publicznej całe nagranie? Pojawia się także wątek działań Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW).

„Jestem na Wiktorskiej… popełniam samobójstwo, mam na sobie kamizelkę samobójczą, wszystko wysadzę” – ten e-mail, według informacji z Rzeczpospolitaspowodowało interwencję policji w mieszkaniu Sakiewicza. Wiadomość dotarła do służb w piątek. Zawierał plik audio z głosem dziecka, fałszywie wygenerowany.

ABW również otrzymała zgłoszenia

Wiadomość otrzymała nie tylko policja, ale – jak się dowiedzieliśmy – także bezpośrednio ABW. Była to część „operacji kaskadowej” fałszywych powiadomień e-mailowych, których celem byli dziennikarze i współpracownicy TV Republika. Ile podobnych fałszywych zgłoszeń ABW otrzymała wcześniej bezpośrednio i jakie działania zostały podjęte?

Dwa jednoczesne raporty

Przeciw Rzeczpospolitawedług doniesień ten e-mail nie zaalarmował bezpośrednio policji. Uznano, że jest ona mało wiarygodna. Najwyższy „czerwony” alert został wywołany późniejszym fałszywym zgłoszeniem przesłanym za pośrednictwem czatu infolinii powiązanej z Rzecznikiem Praw Dziecka. Sprawa dotyczyła także rzekomej próby samobójczej dziecka.

Z naszych informacji wynika, że ​​raport e-mailowy – uznany za niewiarygodny – i późniejszy sygnał z czatu dzieliły zaledwie minuty.

„Wysłano je niemal jednocześnie, jedno po drugim. Ktoś znał procedurę bardzo dobrze. Wiedzieli, że sam e-mail może nie wystarczyć” – twierdzą źródła zbliżone do sprawy.

Przebieg wydarzeń według raportów policyjnych

Po zgłoszeniu z infolinii Rzecznika, sygnał został przekazany do Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które wydało dalsze instrukcje. Zgłoszenie zostało zarejestrowane w piątek o godzinie 13:29.

Na miejscu, przed budynkiem, w którym Sakiewicz mieszka i ma swoją siedzibę na warszawskim Mokotowie, obok policji znajdowała się karetka pogotowia. Ratownicy medyczni pierwsi zadzwonili na domofon, a dopiero po nich weszli funkcjonariusze.

W ewidencji Meditrans, która zapewniła załogę ambulansu, pojawiają się rozbieżności. Godzina odjazdu ambulansu to 13:38 – dokładnie taka sama jak godzina przyjazdu. Zostało to potwierdzone jako wysoce niezwykłe. Nie ma również żadnych zapisów o zakończeniu lub podjęciu interwencji, co zwykle powinno zostać uwzględnione.

Patrol policji przybył na posesję Sakiewicza o godzinie 13:40 (11 minut po sygnale reanimacji). O godzinie 13:41 – zgodnie z dokumentacją policyjną – rozpoczęła się oficjalna interwencja. O 13:42 funkcjonariusze uruchomili kamery na ciele – urządzenia rejestrujące dźwięk i obraz z perspektywy funkcjonariusza, zamontowane na wysokości klatki piersiowej. Rodzi się tu kluczowe pytanie: dlaczego zostały one uruchomione minutę po formalnym rozpoczęciu interwencji? O 13:43 funkcjonariusze weszli do domu Sakiewicza.

O 13:44 funkcjonariusze bez odpowiedniego identyfikatora założyli asystentowi Sakiewicza kajdanki. Z posiadanej przez nas dokumentacji wynika, że ​​przez około 10 minut pozostawała skuta kajdankami.

Z ustaleń policji wynika, że ​​o godzinie 13:54 funkcjonariusze opuścili mieszkanie i odeszli. Na tym kończy się materiał z kamery ciała. Warto zauważyć, że formalne zakończenie interwencji odnotowano około godziny 14:40. Co się wydarzyło w tym czasie?

Policja rozważa ingerencję w nagranie

Prokuratura wciąż waha się, czy opublikować policyjny materiał filmowy. Z naszych informacji wynika, że ​​policja chce go wyciąć i nie publikować w całości. Śledczy twierdzą, że sens ma jedynie pełne ujawnienie informacji. Nagranie powinno trwać co najmniej 12 minut (od uruchomienia kamery do wyjazdu patrolu). Czas pokaże, co zostanie zaprezentowane publiczności, czy materiał zostanie skrócony i z jakich powodów. Materiał filmowy z policyjnej kamery powinien zawierać znaczniki czasu trwające do kilku sekund podczas całego nagrania.

Prokuratura ma podjąć decyzję w przyszłym tygodniu, czy i w jaki sposób upublicznić materiał.

Minęło już sześć dni od skierowania oficjalnych pytań do Komendy Stołecznej Policji w Warszawie. Jak dotąd nie padły żadne odpowiedzi.

Dodaj komentarz