Rządy prawa, tak jak je rozumieją, mają na celu pozbawić nas wszystkich wolności

Pięć krajów tzw. „starej UE” chce wprowadzić „mechanizmy ochronne”, które utrudniłyby konserwatywnym siłom politycznym zdobycie władzy w którymkolwiek państwie członkowskim. Jeżeli jednak takim grupom udałoby się przejąć władzę, tandem Berlin–Paryż – gdyż te dwie stolice odgrywają w tym układzie wiodącą rolę – zapewniłby maksymalne ograniczenie ich rządów. Wszystko to oczywiście odbywa się w imię praworządności. Praworządność w jej rozumieniu w Niemczech i Francji.

Choć te „mechanizmy zabezpieczające” teoretycznie przeznaczone są dla krajów starających się o członkostwo w Unii Europejskiej – do akcesji przygotowują się już Czarnogóra i Albania – mało kto ma wątpliwości, że Niemcy, które za pośrednictwem Komisji Europejskiej dominują we władzy wykonawczej UE, zastosują je również szeroko w stosunku do istniejących państw członkowskich. Najnowsza historia pokazała to poprzez bezprawne naciski wywierane na rząd koalicji Zjednoczonej Prawicy, Prawo i Sprawiedliwość (PiS), nad Narodowym Planem Odbudowy Polski. Plan i tak został ostatecznie zablokowany, aby ułatwić dojście do władzy preferowanego przez Berlin kandydata Donalda Tuska. Teraz, po serii niepowodzeń i skandali, gdy Koalicji 13 Grudnia grozi utrata władzy, eurokraci starają się ograniczyć konsekwencje takiej porażki.

Wskazują na Orbana jako ostrzeżenie

Według Euronews Niemcy, Francja, Holandia, Belgia i Luksemburg chcą wzmocnić mechanizmy ochronne, które umożliwiłyby UE „szybciej reaguj na naruszenia demokracji i praworządności w przyszłych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Wnioski te wynikają z doświadczeń „ery Orbana”.”

„Wspólnie przygotowany dokument proponuje wzmocnienie przyszłych traktatów akcesyjnych klauzulami ochronnymi. Umożliwiłyby one zdecydowaną reakcję w przypadku naruszeń prawa, w tym szybkie nałożenie sankcji, takich jak zawieszenie finansowania UE czy ograniczenie prawa głosu. Przewiduje się także, że nowi członkowie mogliby mieć ograniczone prawo weta na czas nieokreślony, aby zapobiec sytuacjom, w których jedno państwo blokuje kluczowe decyzje. Dotyczy to szczególnie takich obszarów, jak polityka zagraniczna, w której UE działa na zasadzie jednomyślności” Notatki Euronews.

Kary finansowe dla nieposłusznych

Działania te przeznaczone są dla przyszłych państw członkowskich, jednak Komisja Europejska pod przewodnictwem Niemiec nie zapomniała o tych już istniejących. Autorzy cytowanego dokumentu proponują także wzmocnienie narzędzi nadzoru już po przystąpieniu kraju do UE. Chcą przedstawić A „klauzula o nieregresji”które byłoby prawnie wiążące.

„W przypadku odstępstwa Unia mogłaby zastosować „środki ochronne” wykraczające poza obecne mechanizmy, takie jak postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego lub zawieszenie finansowania”, według Euronews.

Listę takich „środków ochronnych” można by też jeszcze bardziej rozszerzyć, gdyż ich dokładny zakres ustalałyby same państwa członkowskie – czyli w praktyce Berlin.

„Dokument przewiduje także uproszczenie procedury wynikającej z art. 7 traktatów UE, zwanej często „opcją nuklearną”. Obecnie składa się z dwóch etapów, z czego drugi wymaga jednomyślności i dlatego jest trudny do zastosowania w praktyce. Zgodnie z proponowaną reformą prawa głosu mogłyby zostać zawieszone przy poparciu czterech piątych państw członkowskich, co umożliwiłoby szybszą reakcję, jeśli nowe państwo członkowskie zacznie odchodzić od standardów praworządności”. Doniesienia Euronews.

Meloni odmówił

Gazeta zwraca także uwagę, że na liście autorów owych „mechanizmów ochronnych” nie ma Włoch – szóstego państwa założycielskiego Wspólnot Europejskich, obok wymienionych krajów. Premier Giorgia Meloni sama doświadczyła korzyści płynących z „rządów prawa” w rozumieniu Berlina i Brukseli.

Panika wśród eurokratów jest jednak zrozumiała. Wydaje się, że działają zgodnie ze starą stalinowską zasadą, że „w miarę postępu budowy nowego systemu walka klasowa nasila się”. W tym przypadku jednak taka „intensyfikacja” mogłaby skutkować nie tylko powrotem prawicy do władzy w Polsce, ale także objęciem przez Marine Le Pen funkcji prezydenta Francji. A wtedy oś Berlin-Paryż przestałaby istnieć.

Właśnie dlatego w oczach eurokratów brutalne tłumienie opozycji w Polsce, niszczenie wolności – w tym wolności mediów – bezprawie, a nawet zwykła kradzież są przedstawiane jako „przywrócenie standardów demokratycznych”. Tymczasem mówi się, że wszystko, co im zagraża, podważa te właśnie standardy. Po prostu tak myślą – i wydaje się, że nie są w stanie myśleć inaczej.

Dodaj komentarz