Tusk walczy o Zondabreather. „Prokuratorzy mówią dokładnie to samo, co Giertych i Dubois”

Narastająca panika w obozie rządzącym, skandal za skandalem, ich skala i częstotliwość – to wszystko przytłacza Donalda Tuska i pozbawia go politycznego tlenu. W obliczu Kłodzka, Szpitala Południowego, kradzieży pieniędzy przeznaczonych dla powodzian, astronomicznych zarobków pozbawionych skrupułów lekarzy i wreszcie wstydu wokół drogiej pustej skorupy, jaką jest Mróz-Gorgoń, premier potrzebował czegoś na kształt kontrskandalu, który pozwoliłby mu złapać oddech i odwrócić uwagę od chylącego się ku upadkowi środowiska politycznego. Wybrał aferę Zondacrypto, którą chce przypiąć prawicy i Telewizji Republika. Ale to stęchłe powietrze może się zadławić.

Zondacrypto była firmą działającą legalnie w wielu krajach i wydającą pieniądze na reklamę w mediach oraz sponsoring czołowych klubów sportowych, nie tylko w Polsce. W Polsce sponsorował m.in. ukochaną przez Donalda Tuska Lechię Gdańsk – premier otrzymał nawet koszulkę z logo Zondacrypto, co przyjął z uśmiechem – a także Raków Częstochowa i Pogoń Gdańsk. W innych częściach Europy jego logo pojawiło się na koszulkach takich klubów jak Juventus, AS Monaco i Atalanta. Zondacrypto zakupiła reklamy w TVP i TVN, a jej reklamy emitowane były także w Polsacie i Republice. Wydała także pieniądze na reklamę w niemiecko-szwajcarskim Onecie z siedzibą w Polsce, a także na polskojęzyczną edycję „Dziennika” Newsweeknależąca do tej samej niemiecko-szwajcarskiej grupy medialnej, Dziennik Gazeta Prawna, Rzeczpospolita i wiele innych placówek. Firma przekazała nawet pieniądze Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka. Wszystkie te reklamy były poparte umowami, fakturami i należycie zapłaconymi podatkami.

Celem jest wybranie Republiki

Zondacrypto stała się solą w oku rządzących, częściowo z powodu reklam, które wyświetlała w Republice. Donald Tusk oskarżył spółkę o kontakty finansowe z rosyjską mafią, co powtarzało wielu polityków Koalicji Obywatelskiej, w tym Romana Giertycha. Być może jest to prawdą, lecz jak dotąd nie przedstawiono ani cienia dowodu na jej poparcie. W oświadczeniach Prokuratury Krajowej nie można też znaleźć dowodów potwierdzających twierdzenia premiera o rosyjskich wywiadach, którymi grzmiał z mównicy parlamentarnej.

Po upadku przedsiębiorstwa, które stało się niewypłacalne, rozważano dwa scenariusze. Po pierwsze, sam szef Zondacrypto Przemysław Kral zasugerował, że padł ofiarą czarnej kampanii PR, która doprowadziła do masowego i nagłego wycofania środków z giełdy, co nieuchronnie doprowadziło do bankructwa. W tym scenariuszu Przemysław Kral był niewinnym człowiekiem, zdolnym udowodnić swoją niewinność i wydawało się, że jego strategia obrony będzie się właśnie na tym koncentrować.

Jest też drugi scenariusz: że Zondacrypto było, lub w pewnym momencie stało się, rodzajem piramidy Ponziego, którego menadżerowie w określonym momencie wypłacali kilkaset milionów złotych – i tyle. Okazało się, że Przemysław Kral uzyskał izraelski paszport i jeśli rzeczywiście był zamożnym oszustem, mógł być pewien, że Izrael nie wyda go ani Polsce, ani żadnemu innemu krajowi, biorąc pod uwagę politykę Tel Awiwu. W takim scenariuszu Przemysław Kral mógłby żyć wygodnie w oczekiwaniu na przedawnienie, choć faktycznie zamknięty w złoconej izraelskiej klatce.

Prawnicy Krala to nie przypadek

Dlaczego te dwa wzajemnie się wykluczające – i pozornie jedyne możliwe – scenariusze są tak ważne? Bo w żadnym z nich Przemysław Kral nie chciałby zostać współpracującym podejrzanym, przyznać się do oszustwa i liczyć na niższy wyrok. W pierwszym scenariuszu utrzymuje on, że jest niewinny. W drugim przypadku jest winny, ale żyje znakomicie i cieszy się znacznym bogactwem.

O co więc tak naprawdę chodzi w tej sprawie? To właśnie jest najciekawsze: nie do końca wiemy, bo w zasadzie wiemy tylko to, co nierzetelny Roman Giertych chce powiedzieć w mediach. Od maja obrońcą Krala jest poseł i wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej, obok Jacka Dubois, drugiego obrońcy podejrzanego, tylko nieco mniej uwikłanego politycznie. To oni kroplowo zasilają narrację i puszczają jedynie informacje, które przeszły przez filtr ukształtowany nie tyle przez interesy klienta, co potencjalne korzyści polityczne dla obozu politycznego Donalda Tuska.

Mamy też wspomniane oświadczenie prokuratury, które brzmi tak, jakby napisał je sam Roman Giertych: niczego nie wyjaśnia, a sugeruje wiele.

Rozpoczyna się słowami: „Prokurator Generalny informuje, że w ostatnich miesiącach nastąpił istotny przełom w śledztwie dotyczącym giełdy kryptowalut Zondacrypto. Śledztwo Zondacrypto ma charakter dynamiczny – pozyskiwane są nowe dowody, podejmowane są dalsze czynności procesowe, w wyniku czego dochodzą do nowych ustaleń, które są istotne dla pełnego wyjaśnienia okoliczności sprawy.”

Co nam to właściwie mówi? Absolutnie nic. Na czym dokładnie polega ten rzekomy przełom? Czy Przemysław Kral był przesłuchiwany? Jeśli tak, to gdzie i jaki jest jego status procesowy? Nic. Nie ma odpowiedzi. Zamiast tego dowiadujemy się: „Ze względu na interes toczącego się postępowania oraz poufność śledztwa, na obecnym etapie nie jest możliwe ujawnienie wszystkich informacji dotyczących charakteru podejmowanych czynności procesowych, które wzbudziły zainteresowanie społeczne, a w szczególności ich treści”.

Krótko mówiąc, prokuratorzy mówią dokładnie to samo, co Giertych i Dubois: nic Wam nie powiemy, ale wkrótce w mediach pojawią się korzystne dla nas informacje.

Niemniej jednak oświadczenie ujawnia coś ważnego: kto jest przedmiotem kontroli. Z listy przekazanej przez prokuratorów jasno wynika, że ​​jest to sprawa ściśle polityczna, gdyż prokuratura bada informacje dotyczące następujących podmiotów i osób, które mogły dopuścić się przestępstw:

„(…) fundacja związana z byłym Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym Zbigniewem Ziobrą; fundacja związana z Przemysławem Wiplerem i innymi osobami z nim współpracującymi w związku z procesem legislacyjnym dotyczącym rynku kryptowalut; Telewizja Republika i jej prezes Tomasz Sakiewicz; konferencja ugrupowań konserwatywnych CPAC; potencjalna korzyść finansowa dla Radosława Piesiewicza, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego; oraz działania podejmowane przez osoby pomagające zbiegłemu byłemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiego.”

Dziennikarze karmieni przez służby bezpieczeństwa

Tymczasem prorządowym dziennikarzom służby bezpieczeństwa przekazują materiały operacyjne, które mają dyskredytować TV Republika poprzez ujawnienie informacji o negocjacjach, w trakcie których Kral zabiegał o zakup udziałów w Republice.

Skandal? Zupełnie nie. Negocjacje dotyczyły pakietu akcji, który nie dałby mu wpływu na spółkę, a Tomasz Sakiewicz przerwał rozmowy, gdy zidentyfikował potencjalny i niemożliwy do pogodzenia konflikt interesów. Świadczy o tym zachowany SMS o następującej treści:

„Witam, z debaty sejmowej dowiedziałem się o Waszych problemach z UOKiK i prokuraturą oraz o tym, że przygotowujecie Państwo legislację. Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Stawia to rzetelność naszych programów, a w ogóle naszą współpracę reklamową w bardzo trudnej sytuacji. Oczekuję natychmiastowych wyjaśnień.”

W następstwie tej wymiany zdań wszystkie negocjacje zostały zakończone.

I wreszcie problem, przed którym stoi Tusk, Giertych i cały obóz rządzący. Jeżeli, jak twierdzi Tusk, Kral działał dla rosyjskiej mafii, jak wytłumaczyć fakt, że Giertych – wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego partii rządzącej Polską – został obrońcą kogoś rzekomo pracującego dla rosyjskiej mafii?

Powietrze Zondy może się zadławić.

Dodaj komentarz