„Cały system gangsterski został złapany na gorącym uczynku” stwierdził dziennikarz Michał Rachoń. Dyrektor programowy TV Republika ostro skomentował wczorajsze fałszywe doniesienia o rzekomym aresztowaniu marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego. Zwrócił także uwagę na sposób działania dziennikarzy Wirtualnej Polski, zauważając, że pytania kierowane do TV Republika jednocześnie kierowane były do… Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. „To naprawdę coś bezprecedensowego” – podkreślił.
Dziennikarze Wirtualnej Polski i TVN24 opublikowali wczoraj doniesienia, według których aresztowano marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego. Stawiarski zdementował te doniesienia. W mediach społecznościowych zamieścił zdjęcie, na którym ogląda z trybun mecz Motor Lublin – Legia Warszawa.
„Tuż po godzinie 20:00 TVN ogłosiła z wielką pompą, że doszło do „kolejnych aresztowań” w związku z aferą Zondacrypto, wymieniając między innymi marszałka województwa lubelskiego z PiS Jarosława Stawiarskiego. Problem w tym, że rzekomo „aresztowany” polityk… miał się dobrze i siedział na trybunach, oglądając Motor Lublin grający z Legią Warszawa! Jak ustaliła Niezalezna.pl, stacja przy ulicy Wiertniczej doznała ogromnego uszczerbku pomyłkę, najwyraźniej publikując przeciek ze służb na temat operacji, która… jeszcze się nie odbyła”
Poinformował o tym wczoraj wieczorem portal Niezalezna.pl.
„Przecieraliśmy oczy z niedowierzania”
O zdarzeniu, a także wydarzeniach, które je poprzedziły, odniósł się dziś dyrektor programowy TV Republika i dziennikarz Michał Rachoń. Zwrócił między innymi uwagę, że pytania kierowane do dziennikarzy TV Republika najwyraźniej trafiały także do Centralnego Biura ds. Zwalczania Cyberprzestępczości.
„To naprawdę coś bez precedensu. W głębi duszy wszyscy czuliśmy, że duża część przedstawicieli mediów z tego półświatka III RP to osoby mające bezpośredni kontakt ze służbami. Ale to, co wydarzyło się wczoraj i dzień wcześniej, przecieraliśmy oczy z niedowierzania, gdy otrzymaliśmy pytania” – powiedział Rachoń.
Jednocześnie zauważył, że sam fakt skierowania przez jednego dziennikarza pytań do innej redakcji nie jest niczym niezwykłym. Jednak jego uwagę przykuło to, kto został uwzględniony w kopii e-maila.
Jak relacjonuje, Cezary Gmyz zwrócił uwagę na nagłówek e-maila.
„I tam było pytanie dziennikarza. A wśród adresatów tego maila znalazła się kopia dla rzecznika Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości – tego samego biura, które obecnie prowadzi śledztwo, od którego premier Donald Tusk jeszcze tego samego dnia zaczerpnął informacje i przytoczył je w parlamencie, atakując naszą stację”.
Rachoń kwestionuje standardy Wirtualnej Polski
Dziennikarz Rachoń bezpośrednio zwrócił się do prezesa Wirtualnej Polski Jacka Świderskiego.
„Czy te praktyki są szerzej stosowane w Twojej firmie? Czy wiadomość e-mail, którą otrzymaliśmy od zespołu prasowego CBZC, jest kopiowana w ramach standardowej praktyki w tym newsroomie?”
Dyrektor programowy TV Republika kwestionuje także wiarygodność informacji przekazywanych śledczym.
„Ten dziennikarz skopiował śledczych w oparciu o niektóre własne fabrykacje, rzeczy, które jego zdaniem mają coś wspólnego z rzeczywistością, rzeczy, które nie zostały zweryfikowane i wiemy, że są fałszywe – i zgłasza te informacje policji” – dodał. powiedział.
W tym kontekście Rachoń przywołał sprawę Jarosława Stawiarskiego.
Fałszywy raport o aresztowaniu Stawiarskiego
„Mijają dwadzieścia cztery godziny i ten człowiek wraz z Robertem Zielińskim z TVN24 donoszą, że Jarosław Stawiarski został aresztowany. Portal pana Jacka Świderskiego Wirtualna Polska opublikował reportaż mówiący o zatrzymaniu Jarosława Stawiarskiego” – zauważył Rachoń.
„Raport” okazał się fałszywy.
„Już od 24 godzin wiedzieliśmy, że te osoby są w bezpośrednim kontakcie ze śledczymi zajmującymi się tą sprawą. Roman Giertych zaczął desperacko się bronić, twierdząc, że sprawdzają, skąd pochodzą przecieki. Państwo polskie ma narzędzia do sprawdzania takich rzeczy – tym narzędziem jest operacja specjalna. Ale operacja specjalna nie polega na tym, że Roman Giertych i Waldemar Żurek po prostu decydują się na podanie komuś fałszywych informacji, a potem sprawdzają, skąd wyciekają. Jeśli chcą przeprowadzić operację specjalną, muszą uzyskać zgodę sądu i prokuratury oraz przestrzegać określonej procedury. Cały system gangsterski został złapany na gorącym uczynku. Już zaczynają gubić drogę” dodał Michał Rachoń.