Komisja Europejska szuka nowych źródeł dochodów budżetu UE. Jedną z rozważanych propozycji jest opłata za nieodebrane odpady elektroniczne, która może wygenerować aż 15 miliardów euro rocznie. Choć formalnie ciężar finansowy spadłby na państwa członkowskie, nowe przepisy mogą dotknąć producentów sprzętu gospodarstwa domowego, a pośrednio także konsumentów. „Ile jeszcze fabryk musi zostać zamkniętych i ile stanowisk pracy musi zostać utraconych, zanim urzędnicy UE zrozumieją, że nie może być silnej Europy bez silnego przemysłu?” – pyta Daniel Obajtek, a Prawo i Sprawiedliwość (PiS) Poseł do Parlamentu Europejskiego.
Propozycja dotyczy finansowania budżetu UE na lata 2028-2034. W ramach przedstawionego mechanizmu państwa członkowskie musiałyby płacić 2 euro za każdy kilogram zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, który nie zostanie odebrany do recyklingu. Kwota należna będzie zależała od różnicy pomiędzy ilością sprzętu wprowadzonego do obrotu a masą zebranych odpadów.
Właśnie sposób naliczania opłaty budzi wątpliwości przedstawicieli branży. Pralki, lodówki i zmywarki często pozostają w użyciu przez wiele lat, co oznacza, że sprzęt sprzedany dzisiaj może zostać wyrzucony dopiero znacznie później. Producenci obawiają się, że proponowany system nie uwzględni odpowiednio żywotności urządzeń ani wpływu, jaki wywierają konsumenci, gdy je wyrzucają.
Czy nowe koszty uderzą w polskie fabryki?
Polska odgrywa ważną rolę na europejskim rynku AGD. W 2025 roku krajowe fabryki wyprodukowały około 26 milionów urządzeń. Jednocześnie branża boryka się ze spadającą produkcją, rosnącą konkurencją ze strony firm spoza UE i wysokimi kosztami operacyjnymi.
Z danych przytaczanych przez przedstawicieli branży wynika, że w ubiegłym roku w Polsce zamknięto pięć fabryk sprzętu AGD. Wprowadzenie kolejnego obciążenia finansowego mogłoby jeszcze bardziej pogorszyć warunki działania producentów, zwłaszcza jeśli państwa członkowskie będą próbowały zmniejszyć swoje składki poprzez nałożenie na przedsiębiorców dodatkowych obowiązków.
W takim scenariuszu przedsiębiorstwa poniosłyby wyższe koszty związane z gospodarką zużytymi urządzeniami. Mogłoby to osłabić ich konkurencyjność w porównaniu z producentami działającymi poza UE, którzy nie zawsze podlegają tym samym regulacjom.
Czy konsumenci również będą musieli płacić?
Chociaż wniosek nie przewiduje doliczania bezpośredniej opłaty do ceny każdej zakupionej pralki lub lodówki, część dodatkowych kosztów mogłaby potencjalnie znaleźć odzwierciedlenie w cenach urządzeń. Ewentualne podwyżki cen będą zależeć od sposobu wdrożenia przepisów i reakcji producentów. Na razie nie podano konkretnych szacunków pokazujących, jak bardzo mogą wzrosnąć ceny poszczególnych produktów.
Debata na temat nowej opłaty pojawia się w momencie, gdy europejscy producenci sprzętu AGD już borykają się z intensywną konkurencją. Dane branżowe wskazują, że w ciągu pięciu lat produkcja dużego sprzętu AGD w UE spadła z około 67 milionów do 52 milionów sztuk. Tymczasem udział urządzeń importowanych z Chin stale rośnie.
Stawka dla polskiej gospodarki jest zatem wysoka. Dodatkowe obciążenia finansowe mogą mieć wpływ nie tylko na przedsiębiorstwa, ale także na zatrudnienie i przyszłość zakładów produkcyjnych.
Obajtek: „Potrzebujemy konserwatywnego zdrowego rozsądku”
Daniel Obajtek, a Prawo i Sprawiedliwość (PiS) poseł do Parlamentu Europejskiego skomentował najnowszą propozycję UE. W poście na X napisał: „Komisja Europejska proponuje kolejny quasi-podatek, który ma generować aż 15 miliardów euro rocznie! Tym razem branża AGD jest zagrożona, a Polska jest w tej branży europejską potęgą.”
„Wysokie ceny energii, absurdalne przepisy, a teraz kolejne obciążenie finansowe. Bruksela zamiast wzmacniać konkurencyjność europejskich firm, konsekwentnie ją podważa” – zauważył poseł.
Obajtek zapytał: „Ile jeszcze fabryk musi zostać zamkniętych i ile stanowisk pracy musi zostać utraconych, zanim urzędnicy UE zrozumieją, że nie może być silnej Europy bez silnego przemysłu?”
Dlatego – podkreślił – „Potrzebujemy konserwatywnego zdrowego rozsądku, nie tylko w UE, ale także w Polsce”.