Iwona Januszyk przeżyła podczas igrzysk olimpijskich miażdżący cios, a po wyścigu nie mogła powstrzymać łez. Polka odpadła w eliminacjach sprintu narciarsko-alpinistycznego, ale o jej wyniku nie zadecydowała forma – zadecydował o tym fatalnie przygotowany sprzęt. „Cała moja praca z ostatnich lat została zniszczona przez jeden wosk” powiedziała zdruzgotana po wyścigu.
Iwona Januszyk przeżyła jeden z najtrudniejszych momentów w swojej karierze sportowej. Debiutująca na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Polka odpadła w eliminacjach sprintu narciarsko-alpinistycznego z czasem 3:34,88 – najwolniejszym w swojej eliminacji. Najszybsza w eliminacjach była Włoszka Giulia Murada (3:17,63), a najlepszy czas w kwalifikacjach uzyskała Francuzka Emily Harrop – 3:03,34.
Polak wyeliminowany w kwalifikacjach
Choć Januszyk była świetnie przygotowana i gotowa do walki o awans, to jej start został skutecznie zrujnowany już w pierwszych sekundach. Zawodniczka nie kryła rozpaczy i w rozmowie z Eurosportem opisała dramat, jaki rozegrał się na trasie.
„Co się stało? Serwis. Zaraz po starcie utknęło mi pod nartą jakieś 200 gramów śniegu, a druga strona w ogóle się nie ślizgała. Można zapytać biegaczy, jak to jest ścigać się na czymś takim. Próbowałem do samego końca, ale całą pracę ostatnich lat zniweczył jeden wosk. Jestem zdruzgotany. Po prostu nie wiem, co dalej. Bo nie mogłem nic zrobić.” – powiedziała ze łzami w oczach.
W skialpinizmie – dyscyplinie łączącej narciarstwo podjazdowe, odcinki pokonywane pieszo z nartami w plecaku i szybkie zjazdy – każdy szczegół wyposażenia ma znaczenie. Tym razem to właśnie sprzęt odebrał Polakowi szansę na rywalizację z najlepszymi.
Do finału awansowało trzech najlepszych zawodników z każdej serii wraz z trzema kolejnymi najszybszymi czasami. Januszyk nie miał możliwości włączenia się w walkę o te miejsca. Zamiast być triumfalną historią sportową, jej olimpijski debiut stał się bolesną lekcją i dramatem, którego nie będzie łatwo zapomnieć.