Pakiety sankcji UE wobec Rosji i demokratyczne diatryby niemieckich i brukselskich urzędników pod adresem Putina to fikcja. Berlin potajemnie dogaduje się z Kremlem, planuje dalsze przedsięwzięcia biznesowe, a na obrzeżach terenów poradzieckich niemieccy politycy spotykają się z doradcami moskiewskiego satrapy. Jest źle, będzie jeszcze gorzej, a Polska zostanie uderzona z niespotykaną dotąd siłą.
Four Seasons w Baku to najbardziej ekskluzywny hotel w Azerbejdżanie. Jest to dobre miejsce na spotkanie rosyjsko-niemieckie, gdyż kraj ten lawiruje pomiędzy wpływami rosyjskimi, zachodnimi i tureckimi i można go uznać za neutralny. Rosjanie przybywają z ochroną. Śledzący ich niemieccy dziennikarze opisują scenę rodem z filmu szpiegowskiego: „W poniedziałek w tym tygodniu obie strony tak bardzo starają się zachować tajemnicę, że nawet w porze lunchu nie chodzą razem do hotelowej restauracji. Żaden z uczestników – ani ze strony rosyjskiej, ani niemieckiej – nie pojawia się w hotelowym lobby. Widoczni są tylko rosyjscy funkcjonariusze ochrony. „
Wiktor Zubkow reprezentuje Gazprom, Aleksiej Gromyko jest ekspertem Władimira Putina ds. Europy, a Walerij Fadejew jest jednym z rosyjskich inżynierów propagandy. Ze strony niemieckiej przybywają także zawodnicy wagi ciężkiej. Matthias Platzeck jest byłym liderem SPD, a wcześniej ministrem w rządzie NRD. Był także premierem Brandenburgii i mógł zostać kanclerzem Niemiec. Tymczasem Ronald Pofalla reprezentuje chadeków, partię kanclerza Merza. Jakby tego było mało, w spotkaniu uczestniczy także były Sekretarz Generalny OBWE, szwajcarski dyplomata Thomas Greminger.
Uczestnicy europejscy nie reprezentują formalnie swoich instytucji, dlatego wszelkie negocjacje mają charakter wstępny i półoficjalny. Mogą powoływać się na faktycznych decydentów, takich jak Merz, ale jeśli sprawa stanie się kłopotliwa, kanclerz Niemiec może wszystkiemu zaprzeczyć. Nie ulega wątpliwości, że omawiano przyszłą współpracę niemiecko-rosyjską. To jednak dopiero pierwszy dowód tajnych kontaktów Berlina z Moskwą. Oto dziesięć kolejnych.
Dowód nr 2
Kanclerz Merz oficjalnie, choć na kameralnych spotkaniach, które nie cieszą się dużym rozgłosem, zapewnia niemieckich finansistów: „Jeśli uda nam się przywrócić pokój i wolność w Europie, jeśli w końcu znajdziemy równowagę w stosunkach z naszym największym europejskim sąsiadem – mówię o Rosji (…) Rosja jest krajem europejskim. (…) wtedy Unia Europejska i my w Niemczech zdamy ten kolejny test i będziemy mogli śmiało patrzeć w przyszłość po 2026 roku”.
Te słowa padły 4 stycznia 2026 roku podczas przyjęcia zorganizowanego przez Izbę Przemysłowo-Handlową w Saksonii-Anhalt.
Dowód nr 3
Rosnąca w sondażach i zmierzająca do władzy AfD otwarcie nawołuje do współpracy z Rosją, argumentując, że Niemcy nie poradzą sobie bez taniej energii z kraju Putina. W czerwcu wiceprzewodnicząca AfD zapewniła swoich wyborców: „Tajemnicą sukcesu „Made in Germany” była tania energia z Rosji. Potrzebujemy tego z powrotem. Utrata tej energii cofnęła nas o lata. Setki tysięcy miejsc pracy zostało utraconych. Uzależniło nas to od Stanów Zjednoczonych, które sprzedają nam energię po znacznie wyższych cenach”.
Dowód nr 4
Zawieszeniu handlu niemiecko-rosyjskiego towarzyszył gwałtowny wzrost niemieckiego eksportu do Azji Centralnej. Są to oczywiście kraje byłego Związku Radzieckiego, które utrzymują ścisłe powiązania gospodarcze ze swoim dawnym centrum imperialnym, a są to powiązania trudne do zbadania. Na przykład niemiecki eksport do Kirgistanu wzrósł ponad dziesięciokrotnie, z około 40 mln euro do ponad 700 mln euro. Eksport do Kazachstanu wzrósł dwukrotnie, a do Uzbekistanu o prawie jedną trzecią.
Co więcej, eksport ten obejmuje maszyny, części samochodowe, pojazdy i elektronikę – sprzęt, który może przydać się na wojnie. Źródła ukraińskie potwierdzają, że na terenach, z których wycofały się siły rosyjskie, odnaleziono sprzęt opatrzony etykietą „Made in Germany”. Tak, Berlin nadal finansuje tę wojnę.
Jednocześnie Kazachstan eksportuje do Niemiec ropę naftową – ten sam towar, który Europa wcześniej importowała z Rosji. Nikt nie wierzy, że jest to naturalny proces gospodarczy; postrzegane jest raczej jako sposób na obejście sankcji.
Dowód nr 5
W Rosji nadal działa 1600 niemieckich firm. To jedno zdanie mówi wiele, ponieważ największe niemieckie firmy są ściśle powiązane z polityką, szczególnie w krajach związkowych, które czerpią korzyści z rozwoju firm, wokół których rozwija się infrastruktura, zatrudnienie i nowe technologie. Urzędnicy o tym wiedzą i bez ich wsparcia zjawisko to nie mogłoby zaistnieć na tak dużą skalę.
Dowód nr 6
W czerwcu przedstawiciele niemieckich firm uczestniczyli w Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu. W wydarzeniu oficjalnie wzięli udział Thomas Bruch z Globus Holding i Stefan Dürr z EkoNiva. Forum to nie tyle przedsięwzięcie gospodarcze, ile działanie propagandowe – Putin wykorzystuje je do pokazania skali międzynarodowych inwestycji w swoim kraju i tym samym zachęcenia innych przedsiębiorców do współpracy.
Dowód nr 7
Ochrona Nord Stream. Inwazja Rosji na Ukrainę miała miejsce dwa miesiące po dokręceniu ostatniej śruby na rurociągu Nord Stream. Choć ćwierćwieczny projekt był jednym z instrumentów militarnego wzmocnienia Rosji, Niemcy nie tylko odmawiają demontażu projektu wspierającego ludobójczy reżim, ale także go chronią, angażując swoje służby bezpieczeństwa i wymiar sprawiedliwości.
Berlin zażądał ekstradycji przebywającego w Polsce Ukraińca podejrzanego o udział w sabotażu na dnie Bałtyku. Troska Niemiec o bezpieczeństwo niemiecko-rosyjskiego rurociągu mówi sama za siebie.
Dowód nr 8
Niemieckie think tanki i środowiska eksperckie coraz częściej sugerują przywrócenie bezpośredniej współpracy z Kremlem. W oficjalnym stanowisku Ost-Ausschuss – Niemieckiego Stowarzyszenia Biznesu Wschodniego – czytamy: „Jak dotąd nie ma wiarygodnego procesu pokojowego dla Ukrainy ani nie widać żadnych możliwych ram przywrócenia normalnych stosunków gospodarczych”.
Eksperci szukają różnych demokratycznych pretekstów do współpracy z Rosją, m.in. „obawiając się”, że sankcje przybliżają Rosję do niedemokratycznych potęg, takich jak Chiny.
Dowód nr 9
Niemcy to kraj infiltrowany przez rosyjskich agentów. Postkomunistyczne dziedzictwo Niemiec Wschodnich nie jest jedynym źródłem rekrutacji; Przemysł sam w sobie jest najważniejszy. Sam Frank-Walter Steinmeier promował koncepcję „Modernisierungspartnerschaft” – partnerstwa modernizacyjnego – z Rosją, podczas gdy niemieccy urzędnicy często spotykali się z przedstawicielami Gazpromu.
Manuela Schwesig, premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego i Sigmar Gabriel, będący najpierw ministrem gospodarki, a później ministrem spraw zagranicznych, wielokrotnie prowadzili rozmowy z ważnymi osobistościami reżimu Putina.
Dowód nr 10
Do dziś niemieccy decydenci, którzy współpracowali z Rosją, nie tylko nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, ale także zachowali potężne stanowiska w niemieckim establishmentu. Olaf Scholz, będąc jeszcze kanclerzem, odmówił nawet komentarza, jakie konsekwencje należy ponieść Gerharda Schrödera, byłego kanclerza i byłego przełożonego Scholza.
A jednak po odejściu ze stanowiska Schröder został głównym lobbystą Gazpromu w Europie.
Popularnym komentatorem medialnym pozostaje August Hanning, były szef BND, który otrzymał płatności od łotewsko-rosyjskiego banku. Nie tylko nie poniósł żadnych konsekwencji, ale nadal jest uważany za szanowaną postać establishmentu.
Dowód nr 11
Choć została ona w pewnym stopniu ograniczona, rosyjsko-niemiecka współpraca naukowa trwa nadal. Nadal powstają wspólne publikacje niemiecko-rosyjskie, chociaż ich liczba spadła o połowę. Rosja pozostaje także udziałowcem w pracach nad zaawansowanymi technologiami, takimi jak europejski XFEL, rentgenowski laser na swobodnych elektronach.
I jeszcze jedno
Nie ma co udawać, że dopiero twarde dane, spotkania i liczby pokazujące rzeczywistą, choć ukrytą współpracę, dają podstawy do obaw w sprawie porozumień Berlina i Moskwy. Poza wymienionymi powyżej przyczynami istnieje także stara i ugruntowana prawda geopolityczna o nieustannym dążeniu naszych dwóch imperialnych sąsiadów do podziału stref wpływów w tej części Europy.
Niemcy nie wyrzekły się tej współpracy, co w kontekście rosyjskich zbrodni na Ukrainie budzi niepokój. Sam fakt, że Niemcy dyskutują o pokoju na Ukrainie bez udziału polskich przedstawicieli, świadczy o tym, że nasze potrzeby nie zostaną uwzględnione. Wręcz odwrotnie.