Rekordowo niski poziom rzek już wpłynął na pracę polskich elektrowni i ceny energii. Rolnictwo również boryka się z problemami. Tegoroczne zbiory części owoców, warzyw i zbóż mają być słabsze niż w roku ubiegłym, a eksperci wskazują na produkty, których ceny mogą wzrosnąć.
Elektrownie zmuszone do zmniejszenia produkcji
Polska zmaga się ze skutkami wyjątkowo trudnego lata. Rekordowe temperatury zbiegły się w czasie z pogłębiającą się suszą hydrologiczną. Jak wynika z danych przytoczonych w raporcie, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) wydał już 100 ostrzeżeń o suszy hydrologicznej – najwięcej od czasu wprowadzenia tego typu alertu w 2023 roku. Problem jest szczególnie dotkliwy w dorzeczach Wisły i Odry, gdzie rekordowo niskie stany wody odnotowano m.in. w Wiśle, Sanie, Wieprzu, Bugu i górnej Warcie.
Niski poziom wody nie jest już wyłącznie problemem hydrologicznym. Na początku sierpnia Enea zmuszona była wyłączyć część bloków węglowych w elektrowniach Kozienice i Połaniec. Powodem był rekordowo niski poziom rzeki Wisły oraz wysoka temperatura wody wykorzystywanej do chłodzenia instalacji. 4 sierpnia ograniczenia usunęły z krajowego systemu elektroenergetycznego Polski około 1,1–1,3 GW mocy. Problemy nie skończyły się jednak po kilku dniach – jeszcze 20 sierpnia bloki w Kozienicach i Połańcu o łącznej mocy ok. 1,9 GW nadal figurowały w wykazie nieplanowanych wyłączeń.
Sytuacja znalazła odzwierciedlenie w cenach energii. Po pierwszym tygodniu sierpnia średnia cena prądu w Polsce wyniosła 600,86 zł/MWh, co czyni sierpień drugim po styczniu najdroższym miesiącem w roku. 20 sierpnia średnia dzienna cena wzrosła do 660 zł/MWh.
Podobne problemy występują w innych częściach Europy. Niski poziom rzek ograniczył między innymi wytwarzanie energii wodnej, natomiast elektrownie jądrowe wykorzystujące wodę rzeczną do chłodzenia musiały zmniejszyć produkcję. Jednocześnie wysokie temperatury zwiększają zapotrzebowanie na energię elektryczną niezbędną do chłodzenia budynków.
Słabsze zbiory. Co może stać się droższe?
Skutki niekorzystnych warunków pogodowych stają się coraz bardziej widoczne także w rolnictwie. Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa wskazuje, że choć opady deszczu na niektórych obszarach poprawiły wilgotność gleby, to nie wystarczały już do odwrócenia strat w plonach. Problemy dotyczą m.in. zbóż, kukurydzy, ziemniaków, buraków cukrowych i roślin pastewnych. Szczególnie trudna sytuacja jest w województwie kujawsko-pomorskim i mazowieckim.
Ze wstępnych szacunków GUS wynika, że tegoroczne zbiory owoców z drzew mogą być o 18,6 proc. niższe niż w 2025 r. Produkcja jabłek spadnie o 19,5 proc., malin o 23 proc., zaś zbiory warzyw z gruntów mają spaść o 4,5 proc. Słabsze prognozy są także m.in. dla marchwi, kapusty, cebuli i pomidorów.
Produkty zbożowe również mogą być zagrożone wzrostem cen.
„Indeks FAO wskazuje możliwe wzrosty cen takich produktów, jak cukier, słodycze, żywność przetworzona, pieczywo, makarony i mąka. Zagrożone są także oleje i produkty pokrewne” – powiedziała Katarzyna Banul-Wójcikowska, analityk Instytutu Strategii Żywnościowej Grunt.
Ekspert przestrzegł jednak, że warunki na polach nie przekładają się automatycznie i od razu na ceny na półkach sklepowych.
„Podwyżki cen poszczególnych produktów następują z opóźnieniem i zależą także od innych czynników, takich jak kurs złotego, marże, ceny paliw. Wrażliwość światowego rynku żywności na różne kryzysy powoduje, że wahania cen są trudne do przewidzenia” – podkreśliła.
Import jest jednym z mechanizmów, który może pomóc w ograniczeniu wzrostu cen. Jeżeli straty w krajowym rolnictwie mają charakter lokalny, niedobory można zrekompensować żywnością importowaną z zagranicy. Sytuacja staje się trudniejsza, gdy słabe zbiory występują jednocześnie w wielu krajach.
„Ten bufor działa tylko wtedy, gdy straty mają charakter lokalny. Jeśli słabsze zbiory dotkną wiele krajów jednocześnie, zmniejsza się możliwość importu tańszych produktów. Tegoroczne dane z wielu części Europy wskazują właśnie na taki szerszy problem” – powiedziała dr Paulina Sobiesiak-Penszko.
Eksperci zwracają uwagę, że coraz częstsze problemy z dostępnością wody należy rozwiązywać poprzez inwestycje mające na celu uodpornienie polskiego rolnictwa, w tym rozwój systemów retencji wody i działań retencji wody w krajobrazie. Według danych przytoczonych przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) w ramach programu zwiększania retencji koryt rzecznych na terenach rolniczych w 2024 r. osiągnięto jedynie 10,1 mln m3 dodatkowej pojemności retencyjnej wobec planowanych 100 mln.