Systemowe kłamstwa: Tusk i Fuel po 5,19 zł. „To nie jest jednorazowa pomyłka”

Donald Tusk w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości (PiS) cynicznie wykorzystywał do własnych celów globalne kryzysy i napięcia geopolityczne. W czerwcu 2022 r., będąc jeszcze liderem Platformy Obywatelskiej (PO), oświadczył, że gdyby był premierem, paliwo na stacjach benzynowych kosztowałoby 5,19 zł za litr. To stare kłamstwo powróciło, by go prześladować, a Internet zalała ogromna fala filmów kpiących z obecnego szefa rządu. Sam Tusk mówi teraz: „Nie biorę odpowiedzialności za ceny benzyny”. To nie jest jednorazowa wpadka — III RP zbudowano na milczącej akceptacji kłamstw głoszonych przez liberalno-postkomunistyczne „elity”.

Nie mogąc wskazać żadnych sukcesów społeczno-gospodarczych, Donald Tusk próbuje zastraszyć Polaków raportem CIA, którego nie widział nawet wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Nie można lekceważyć zagrożenia, jakie stwarza Rosja, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że lider Koalicji 13 Grudnia swoją strategię przedwyborczą buduje wokół dwóch wątków. Pierwsza dotyczy podsycanych przez Kreml napięć na wschodniej flance NATO, druga zaś dotyczy coraz to nowych ataków na Prawo i Sprawiedliwość. Bo choć liberalne media z trudem powstrzymują zachwyt, gdy donoszą o osłabieniu partii Jarosława Kaczyńskiego, o dziwo, pozostaje ona największym przeciwnikiem i zagrożeniem dla interesów Koalicji Obywatelskiej.

Jedno jest pewne: w trakcie kampanii wyborczej Tusk nie będzie już odgrywał roli współczującego liberała społecznego, bo zbyt wielu wyborców mogłoby go po prostu wyśmiać ze sceny. Premier jakiś czas temu po cichu wycofał się z dyskusji na tematy społeczno-gospodarcze, bo doskonale wie, że jego rząd jest synonimem katastrofy budżetowej. I coraz mniej pozostaje ze wspaniałych obietnic dotyczących 20. co do wielkości gospodarki świata.

Tusk i Paliwo po 5,19 zł

Liberalne media, tak chętnie nagłaśniając każdą wpadkę polityków PiS, udają, że nie zauważają, że „paliwo za 5,19 zł” przeżywa w internecie renesans. Przypomnijmy, że cała historia zaczęła się jeszcze w czerwcu 2022 roku, kiedy Tusk w wywiadzie zapewniał serwis NaTemat.pl, że gdyby był u władzy, paliwo znacznie by spadło. Okoliczności sprzyjały takiemu przesłaniu: po pandemii przyszła wojna na Ukrainie; ceny paliwa, ogrzewania i żywności, czyli koszty życia, rosły w zatrważającym tempie; Unijni politycy i biurokraci walczyli z prawicowym rządem Polski, zamrażając fundusze z Narodowego Planu Odbudowy, rzekomo „w trosce o praworządność”; a media liberalne chętnie poparły narrację Tuska o „szybkim wzroście cen napędzanym przez PiS”.

W styczniu 2023 roku w Siedlcach Donald Tusk po raz kolejny pojawił się przed publicznością z obowiązkowym wówczas biało-czerwonym sercem na piersi („Polskość to nienormalność”, ale czego się nie robi dla władzy?) i oświadczył: „Gdybym był premierem, benzyna kosztowałaby dziś 5,19 zł. I mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością”.

Nieco później, w lipcu 2023 r. w Lipnie w województwie kujawsko-pomorskim, ówczesny lider opozycji po raz kolejny uroczyście obiecał: „Naprawdę proszę mi wierzyć, byłem premierem, wiem, jak działają te mechanizmy. Wystarczy jedna prosta decyzja, żeby benzyna w Polsce kosztowała nie więcej niż 6 zł, ale 5 zł”.

Najwyraźniej ta tajemna wiedza wyciekła z Tuska jak woda z pękniętego dzbanka, bo po objęciu władzy, skonfrontowany z własnymi obietnicami dziennikarza TV Republika, odpowiedział z bardzo zadowoloną miną: „Nie biorę odpowiedzialności za ceny benzyny”.

Jednak nikt dziś nie krzyczy z dachów i salonów, że Polską rządzi „Pinokio wszystkich Pinokia”. Przecież „szef” najwyraźniej może naginać prawdę tak bardzo, jak mu się podoba – pod warunkiem, że ratuje „elity” przed rządami „tłumu”.

Systemowa akceptacja kłamstw „elit”.

Powyższy wniosek mógłby dziś wydawać się banalny, gdyby nie dość ponure konsekwencje, jakie niesie ze sobą dla polskiego życia publicznego. III RP została zbudowana na akceptacji kłamstw głoszonych przez liberalno-postkomunistyczne „elity”. Czasem akceptacja ta była niemal ostentacyjnie wyraźna – jak w przypadku „magisterskiego kłamstwa” Aleksandra Kwaśniewskiego – innym razem zaś ledwo zauważalna, np. gdy wpływowe środowiska opiniotwórcze bagatelizują dyskusję na temat złamanych obietnic obecnego rządu.

Ale sam mechanizm i jego konsekwencje są zawsze takie same, służą bowiem kontrolowaniu negatywnych emocji społecznych i utrzymaniu niskiego poziomu świadomości społecznej na temat systemowej nieuczciwości obozu rządzącego skupionego wokół Koalicji Obywatelskiej i manipulacji politycznej, w jaką jej lider angażuje się przy przyzwoleniu liberalnych mediów. I odwrotnie, w podobnych sytuacjach prawo nigdy nie jest przebaczone.

Gdyby Zjednoczona Prawica była dziś u władzy, premier i ministrowie dzień po dniu byliby prześladowani z powodu każdej niezrealizowanej obietnicy społecznej i gospodarczej, każdego czerstwego kawałka wyborczej kiełbasy. Społeczeństwo nigdy nie będzie mogło zapomnieć, że nie dotrzymało obietnic, zapowiedzi i deklaracji.

Jest jeszcze jedna kwestia: zasadnicza różnica między pakietami pomocowymi wprowadzonymi za PiS a tymi, które są oferowane dzisiaj, polega na tym, że te pierwsze rzeczywiście miały na celu pomóc Polakom przetrwać trudne czasy. Tak było w przypadku rządowych pakietów pomocowych w czasie pandemii i po wybuchu kryzysu paliwowego. Rząd Zjednoczonej Prawicy wykorzystał sprzyjające warunki gospodarcze i budżetowe wytworzone w poprzednich latach, aby zapewnić wymierną pomoc.

Dziś obóz polityczny Donalda Tuska po prostu buduje ochronną tarczę PR wokół szefa rządu – bo na tym właśnie polegał nędzny program CPN. Została wznowiona nie tyle w odpowiedzi na sytuację gospodarczą kraju, co w obawie przed dalszym spadkiem popularności premiera i jego rządu.

W obliczu pogłębiającego się kryzysu budżetowego tego typu działania i tak prawdopodobnie przyniosą efekt przeciwny do zamierzonego. Rząd szuka obecnie oszczędności nawet kosztem osób niepełnosprawnych, o czym świadczą niedawne kontrowersje wokół programu pomocy osobistej.

Reasumując: pewnego dnia, jak grom z jasnego nieba, osoby niepełnosprawne dowiedziały się, że program wsparcia finansowego na kolejny rok został przerwany. Wywołało to natychmiastową eksplozję gniewu wśród społeczności, która została już wystarczająco poobijana, co groziło przekształceniem się w poważny kryzys wizerunkowy całego rządu. W związku z tym program został przywrócony, aczkolwiek w znacznie ograniczonej formie. Pozostaje pytanie: od kogo rząd będzie teraz brać pieniądze, aby utrwalić swój wizerunek dbającego o portfele kierowców?

Premier umywa od tego ręce

Ktoś może argumentować, że jest to nadal kwestia geoekonomii i geopolityki, a mianowicie wojny na Bliskim Wschodzie, której konsekwencje są na różne sposoby odczuwane na całym świecie. I to byłoby słuszne. Żaden polityk ani żaden kraj nie jest w stanie w pojedynkę zapobiec kryzysowi paliwowemu, zwłaszcza gdy kolejne problemy piętrzą się niczym fale potężnego tsunami.

Ale to Donald Tusk w 2022 roku zagrał najbardziej demagogiczną i populistyczną kartą, okłamując ludzi, że jak tylko dojdzie do władzy, zagwarantuje Polakom niskie ceny paliw. Liberalne media, bo liczyły na jego zwycięstwo wyborcze, przełknąły to bezkrytycznie. Lider Koalicji Obywatelskiej, lubiący powtarzać maksymę, że „warto być przyzwoitym”, doskonale wiedział, że to, co mówi, jest nieprawdą. Ale kiedy objął władzę, umył ręce od tej sprawy: „Nie biorę odpowiedzialności za ceny benzyny”.

Kłamstwo jest dobrze znanym narzędziem w polityce, z jednym ważnym zastrzeżeniem: politycy muszą być za nie odpowiedzialni, zwłaszcza gdy rozbieżność między ich obietnicami a rzeczywistością mającą wpływ na społeczeństwo stale się pogłębia. Jednak w III RP – wracając do powyższego – panuje systemowa akceptacja kłamstw głoszonych przez liberałów i postkomunistów.

Dlatego dziś jedynie nieliczne media na czele z TV Republika nagłaśniają kwestię „paliwa za 5,19 zł”. Na szczęście w świecie mediów społecznościowych, pomimo wszystkich jego nieprzyjemnych wad, nie jest łatwo zapanować nad emocjami i świadomością opinii publicznej. Dlatego filmy, nagrania i memy krążą tam swobodnie. Każdy pokazuje tablice z cenami stacji benzynowych, na których widać aktualne ceny paliw, obok Tuska, wyglądającego na bardzo zadowolonego z siebie, twierdzącego, że jest gwarantem taniego paliwa na polskich stacjach benzynowych.

Wynik przyszłorocznych wyborów byłby już przesądzony, gdyby nie fakt, że przez kilkadziesiąt lat istnienia III RP „elity” starały się wychować polskie społeczeństwo w bezwarunkowe posłuszeństwo. Nie do końca im się to udało, ale spowodowali ogromne szkody. Szkody, które nadal pozwalają osobom odpowiedzialnym liczyć na amnezję zdecydowanie zbyt wielu wyborców.

Dodaj komentarz