Szkoły wprowadzają „dietę planetarną”, ale uczniowie pozostawiają nowe posiłki bez zmian

Planetarne menu w szkołach to program wprowadzający daleko idące zmiany w sposobie żywienia dzieci i młodzieży, który wszedł w życie 1 września 2026 roku. Inicjatywa została opracowana wspólnie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Zdrowia. Głównym założeniem reformy jest połączenie troski o zdrowie młodszego pokolenia z działaniami na rzecz ograniczenia wpływu produkcji żywności na środowisko. Przynajmniej taki był pomysł. A wynik? Jedzenie z talerzy uczniów ląduje nie w ich żołądkach, ale w szkolnych koszach.

Co więc dokładnie zmieniło się w stołówkach szkolnych? Nowy model żywienia odszedł od tradycyjnych, codziennych obiadów opartych przede wszystkim na mięsie, kładąc większy nacisk na żywność pochodzenia roślinnego. Tygodniowe plany posiłków w szkołach i przedszkolach muszą teraz spełniać rygorystyczne kryteria.

Oznacza to, że przynajmniej jeden lunch musi być w całości roślinny: raz w tygodniu danie na bazie roślin strączkowych, takich jak soczewica, ciecierzyca, fasola czy soja, musi być podawane bez produktów pochodzenia zwierzęcego. W diecie ogranicza się także mięso; Dania mięsne można podawać nie częściej niż dwa razy w tygodniu, a w tych dniach w kuchni musi być także dostępna roślinna alternatywa.

Jest też dzień rybny. Ryby muszą pojawić się w menu przynajmniej raz w tygodniu, również obok opcji roślinnej. Wreszcie istnieje dzień elastyczny, w którym podawane jest danie na bazie mąki, ryb lub roślin. Ponadto nowa dieta ma uwzględniać zupy na bulionie warzywnym i mniejszą ilość potraw smażonych na oleju. Woda podawana jest jako napój.

Jedzenie z talerzy uczniów ląduje w koszu

Niestety wiele wskazuje na to, że pomysł Ministerstwa Zdrowia oraz Katarzyny Lubnauer i Barbary Nowackiej z Ministerstwa Edukacji Narodowej może sam wylądować w koszu, zarówno w przenośni, jak i dosłownie.

Dosłownie, bo to już się dzieje. Jedna z użytkowniczek mediów społecznościowych zamieściła na X film pokazujący, jak bardzo dzieci „zakochały się” w nowym pomyśle wprowadzonym przez ludzi, którzy – jej zdaniem – nie rozumieją dziecięcych gustów.

Na nagraniu widać szkolną stołówkę, w której po obiedzie zwracane są talerze. Niestety, nie są one puste, ale pełne niezjedzonego przez uczniów jedzenia. Wizualnie posiłki nie wyglądają apetycznie. Ich zawartość ląduje w koszu, co czyni dzieci jednym z najgorszych przykładów marnowania żywności na dużą skalę.

Co na to użytkownicy mediów społecznościowych?

„Cena obiadów w szkole może i o 30% wzrosła, ale przynajmniej dzieci ich nie jedzą. Dziękuję Barbaro Nowacka i Katarzyna Lubnauer”

Monika napisała.

„To wiadro dietetycznego obiadu, którego dzieci nie zjadły, należy wyrzucić przed ministerstwo prowadzone przez tych głupich Baśkę i Staszka. Zgadza się?”

czyta post użytkownika korzystającego z uchwytu szef_dywizji (zachowana oryginalna pisownia).

„Co to za «jedzenie»? Szarawo-pomarańczowo-brązowa papka, która wygląda zupełnie nieapetycznie. Fuj.”

– odniosła się do pomysłu rządu prof. Krystyna Pawłowicz, emerytowana sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

Dodaj komentarz