Przemówienie Piotra Łukasiewicza podczas obchodów rocznicy zbrodni wołyńskiej wywołało burzę polityczną w Polsce. Oddając hołd polskim ofiarom Wołynia, szef polskiej misji dyplomatycznej w Kijowie mówił także o ukraińskich ofiarach państwa polskiego i konieczności „przebaczania i proszenia o przebaczenie”. Jego uwagi spotkały się z ostrą krytyką. Instytut Ordo Iuris wezwał do działania, a doradcy prezydenta Karola Nawrockiego również potępili to wystąpienie. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stanął jednak w obronie dyplomaty.
W sobotę, w rocznicę tzw. Krwawej Niedzieli, w wielu miejscach Polski i Ukrainy odbyły się uroczystości ku czci ofiar rzezi wołyńskiej. Uroczystości odbyły się w ramach Narodowego Dnia Pamięci Polaków – Ofiar Ludobójstwa Popełnionego przez OUN i UPA. Prezydent Karol Nawrocki wygłosił przemówienie w Radrużu na Podkarpaciu w południowo-wschodniej Polsce.
„Tym, którzy mówią dziś o geopolityce, o świecie pogrążonym w wojnie, o interesie narodowym, chcę przypomnieć, że śmierć 14-letniej Jadwigi Romanik – biorąc pod uwagę ból, jakiego doświadczyła, czego doświadczyli jej rodzice i co czuła w sercu, gdy została zamordowana przez ukraińskich nacjonalistów – to ten sam rodzaj śmierci, jakiego doświadczają dzisiaj 14-letni Ukraińcy z rąk przestępców z Federacji Rosyjskiej. Czym różnią się te śmierci? Czy wczorajsza śmierć w jakiś sposób łagodniejsza niż jutrzejsza? Łzy, cierpienie, upokorzenie i żal rodzin? Trzeba powiedzieć jasno: pamięć, historia i prawda o ludobójstwie na Wołyniu kształtują przyszłość. Jesteśmy tu dla przeszłości, ale także dla przyszłości, która jest z nami – dla naszych dzieci” – powiedział Prezydent Nawrocki.
Łukasiewicz mówi o „przebaczeniu”. Sikorski go broni
Piotr Łukasiewicz, polski chargé d’affaires na Ukrainie, wziął udział w obchodach organizowanych w ukraińskiej Ołyce. Jednak w jego przemówieniu znalazło się kilka stwierdzeń, które wywołały ostre reakcje w całym spektrum politycznym.
„Kłaniając głowę polskim ofiarom ukraińskiej przemocy na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie. Nie tworzę fałszywej równoważności, ale pamiętamy o tym, co było haniebne i niegodne” – powiedział Łukasiewicz.
Stwierdził również: „Musimy umieć przebaczać i musimy wiedzieć, jak o przebaczenie prosić. Przebaczenie i prośba o nie przychodzą dopiero wtedy, gdy zrozumieliśmy i wstydziliśmy się błędów popełnionych w okrutnej przeszłości”.
Na te uwagi zareagował Jerzy Kwaśniewski, prezes i współzałożyciel Instytutu Ordo Iuris.
W poście na portalu X napisał: „Są dwie możliwości: albo dyplomata działał sprzecznie z polityką rządu i ministra Sikorskiego – w takim przypadku powinien zostać natychmiast odwołany – albo realizował politykę rządu i Sikorskiego, w takim przypadku pozostanie w służbie zagranicznej. Dowiemy się w poniedziałek. I wyciągniemy wnioski.”
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stanął jednak w obronie Łukasiewicza.
„Istnieje trzecia możliwość: pułkownik Łukasiewicz, który pod rosyjskimi bombami ryzykuje życie dla ojczyzny, mówił w duchu chrześcijańskim: «Przebaczamy i prosimy o przebaczenie». W obliczu wspólnego zagrożenia działa na rzecz pojednania. Tymczasem niektórzy nacjonalistyczni sekciarze podburzają przeciwko sobie bratnie narody, służąc zupełnie innym interesom” – napisał Sikorski w X.
Przydacz: „Ta sytuacja wyraźnie pokazuje problem”
Środowisko wokół Prezydenta Karola Nawrockiego odrzuciło jednak narrację prezentowaną przez polskiego chargé d’affaires na Ukrainie. Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta, komentuje:
„Ta sytuacja doskonale ilustruje wiele problemów, z jakimi boryka się dzisiejszy korpus «szefów misji» wysyłany za granicę przez obecne kierownictwo MSZ w celu reprezentowania Polski”.
„Nie powinno więc nikogo dziwić, że Prezydent odmówił zatwierdzenia takich kandydatów. Niestety jest ich znacznie więcej, zdecydowanie za dużo. Konstytucja jest jasna: nominacje zgłasza Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ale ostateczna decyzja należy do Prezydenta. Miejmy nadzieję, że nadejdzie dzień, gdy MSZ – pod tym lub, co bardziej prawdopodobne, innym kierownictwem, zmieni swoje podejście i zacznie działać w interesie Rzeczypospolitej, a nie według osobistych pretensji ministra” – napisał.