Kamil Siemaszko i Patryk Szynkowski spędzili noc w policyjnej celi. Dostali zakaz zbliżania się do prezydenta Jacka Jaśkowiaka z Koalicji Obywatelskiej (KO) na odległość mniejszą niż 20 metrów i podobny zakaz zbliżania się do… samego Urzędu Miasta. Grozi im do trzech lat więzienia.
Po co? Usłyszeli zarzuty znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej Prezydenta, zniszczenia jego garnituru, koszuli i krawata, a także wspomagania czynu poprzez wykrzykiwanie haseł i osłanianie Burmistrza sztandarem. Wszystko z powodu rzuconego w niego ciasta. Tak prokuratura Waldemara Żurka potraktowała przedstawicieli lewicy niezależnej – pisze Piotr Lisiewicz dla Niezalezna.pl.
Szczególnie absurdalny jest fakt, że obaj mężczyźni również zostali objęci dozorem policyjnym, wymagającym od nich zgłaszania się na komisariat aż trzy razy w tygodniu. Taki nadzór jest zazwyczaj nakładany na osoby podejrzane o popełnienie poważnych przestępstw, takich jak rabunek, handel narkotykami lub poważna przemoc domowa. Wydaje się, że władza chce po prostu ukazać swoich przeciwników jako przestępców.
Tzw. „demokracja bojowa” – coraz bardziej przypominająca opresyjną dyktaturę pod rządami Donalda Tuska – celuje nie tylko w zwolenników PiS, ale we wszystkich, którzy sprzeciwiają się obecnej władzy. Tym razem zwróciła się ona przeciwko anarchistom i członkom niezależnej lewicy, którzy od lat bronią praw mieszkańców Osiedla Malta.
Anarchista ze skłotu Rozbrat Kamil Siemaszko został oskarżony o szereg przestępstw, w tym o znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej Prezydenta oraz uszkodzenie jego garnituru, koszuli i krawata. Jeszcze dziwniejsze zarzuty postawiono Patrykowi Szynkowskiemu, który mu towarzyszył i wręczył Jaśkowiakowi symboliczny „czarny znak”. To, że trzymał transparent i skandował hasła, zostało zinterpretowane jako odwrócenie uwagi Prezydenta i uczestników sesji Rady Miejskiej, umożliwiając Siemaszce rzucenie tortem.
Rzucanie ciastkami jako forma protestu pojawiało się w polskiej polityce nie raz. Były minister finansów Leszek Balcerowicz, którego wielu na lewicy obwiniało o biedę i upadek polskich zakładów pracy, został uderzony ciastem przez lewicowego działacza Macieja Roszaka. Podobnie prezes Legii Warszawa Leszek Miklas, chcący zastąpić tradycyjnych kibiców klubu widzami bogatszymi i bardziej zgodnymi z władzami klubu, został uderzony tortem przez kibica Legii Wojciecha Brauna, zwanego „Kelnerem”. Ostatecznie prokuratura umorzyła sprawę, a „Kelnerowi” zwrócono nawet tacę z ciastem, gdyż przestała ona stanowić dowód w postępowaniu.
„Kiedy rządzący zamykają przed ludźmi swoje drzwi, tort staje się jednym ze sposobów przebicia się do opinii publicznej. Sięgamy po sprawdzoną «broń komediową», tak jak zrobił to amerykański aktywista Thomas King Forçade w 1970 r., rzucając ciastem w twarz szefowi rządowej komisji cenzury. Zamiast przemocy używamy humoru. Naszym celem jest krytyka surowych rządów Jaśkowiaka, a nie wyrządzenie krzywdy fizycznej osobie” – napisali po zdarzeniu przedstawiciele Rozbrata.
Jednak wraz z nastaniem w Polsce tak zwanej „demokracji bojowej” państwo całkowicie straciło poczucie humoru. Autorzy protestu zostali oskarżeni przez prokuraturę Waldemara Żurka o popełnienie licznych przestępstw.
Można zadać pytanie, jak mają załatwiać swoje sprawy osobiste w Urzędzie Miejskim, skoro nie wolno im zbliżać się do budynku. Czy mam rozumieć, że pozbawianie obywateli takiego prawa jest obecnie dopuszczalne w ramach „wojującej demokracji”?
Argumenty Rozbrata nie pomogły. Stwierdzili:
„Śmietanka do garnituru jest nieszkodliwa w porównaniu z rzeczywistą, codzienną, systemową przemocą władz Poznania: pozbawianiem ludzi dachu nad głową, tolerowaniem korupcji i nieprawidłowości w instytucjach miejskich oraz przerzucaniem kosztów złego zarządzania na zwykłych ludzi. Prawdziwa przemoc dzieje się za zamkniętymi drzwiami Urzędu Miasta.”
Dwudziestodwuletni Patryk Szynkowski po raz kolejny stał się ofiarą represji. W czasie kampanii prezydenckiej, gdy wziął udział w wiecu zorganizowanym przez Rafała Trzaskowskiego, w którym pytał o mieszkańców Osiedla Malta, został rzucony na ziemię.
Jak napisali członkowie kolektywu anarchistycznego:
„W demokracji krytyka rządzących jest nie tylko dozwolona – jest jednym z fundamentów całego ustroju. Bez wolności słowa, prawa do protestu i możliwości pociągnięcia władzy do odpowiedzialności demokracja staje się pustą fasadą. Dzisiejsza reakcja Prezydenta i podległych mu służb pokazała, że w Poznaniu demokracja istnieje tylko dla wybranych i kończy się tam, gdzie zaczynają się interesy biznesowe.”