Dochodzenie w sprawie sabotażu rurociągu Nord Stream. Co służby Tuska zrobiły „na prośbę Niemiec”

„Jedyne dwie osoby biorące udział w zniszczeniu rurociągu Nord Stream zostały złapane przy pomocy służb bezpieczeństwa Donalda Tuska, bo o to prosili Niemcy” – dodał. Michał Rachoń komentował w TV Republika. W programie nadawcy przedstawił obszerne fragmenty książki, w której szczegółowo opisano, jak polskie służby bezpieczeństwa zachowały się wobec niemieckich odpowiedników podczas akcji zatrzymania podejrzanych z Ukrainy.

Rankiem 26 września 2022 roku świat dowiedział się, że na Morzu Bałtyckim w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm doszło do eksplozji, które zniszczyły trzy z czterech nitek rurociągu łączącego Niemcy i Rosję.

Dziś dzięki książce Bojana Pancevskiego Wysadzenie Nord Stream: sabotaż, który wstrząsnął światemna jaw wyszły nowe szczegóły dotyczące sposobu przeprowadzenia operacji i tego, kto był za nią odpowiedzialny.

Jak wynika z książki, operacji dokonała ośmioosobowa załoga jachtu Andromedaskładający się z jednego byłego żołnierza i siedmiu ukraińskich nurków. Operacja o kryptonimie „Średnica” zakładała jednoczesne zniszczenie infrastruktury Nord Stream na Morzu Bałtyckim i infrastruktury South Stream na Morzu Czarnym. Druga część misji zakończyła się niepowodzeniem ze względu na obecność sił morskich Turcji i USA. Morze Czarne zostało intensywnie patrolowane w związku z trwającą wojną na Ukrainie.

„Te strony skupiają się wyłącznie na nurkach, którzy brali udział w ataku na Nord Stream. Zespół przydzielony do operacji przeciwko TurkStream pozostaje w cieniu, z jednym wyjątkiem – nurek, który brał udział w obu operacjach. Wszyscy nurkowie zrekrutowani do misji Nord Stream byli przyjaciółmi. Niektórzy z nich byli ze sobą niezwykle zżyci, tworząc trzon grupy, która nurkowała i współpracowała ze sobą od ponad dziesięciu lat. Początkowo mieli zwykłe, cywilne zawody, a nurkowanie rekreacyjne było jedynie hobby. Z czasem niektórzy z nich przedstawili także swoje życiowych partnerów działania.”

W publikacji napisano także, że jeszcze zanim doszło do sabotażu, przez holenderskie służby wyciekły informacje wywiadowcze do amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), która podobno od początku była świadoma tych planów.

Po operacji niemieccy śledczy wszczęli własne dochodzenie. Analizując nagrania z kamer pojazdów, zidentyfikowali samochody, które podróżowały na Rugię. Na tym etapie śledczy mieli już podstawy do uznania części podejrzanych za osoby zamieszkujące w Polsce. Podczas wizyty kanclerza Olafa Scholza w Warszawie podobno poruszana była kwestia pozostania w Polsce co najmniej jednego podejrzanego. Wiadomo już, że chodziło o Wołodymyra Żurawłowa. Drugą osobę zidentyfikowano jedynie jako „Kapitana”.

Z książki wynika, że ​​obaj mężczyźni byli w Polsce pod stałą obserwacją niemieckich służb wywiadowczych, które rzekomo dokładnie wiedziały, gdzie przebywają i w jaki sposób przemieszczają się po kraju.

„Lepiej wyprowadź swojego człowieka” – powiedział podobno oficer polskiego wywiadu. „Niemcy są coraz bliżej i nie będziemy w stanie dłużej ich powstrzymywać”.

W dalszej części książki stwierdza się, że sprawa wkrótce stała się Szef kuchni – sprawa załatwiana na najwyższym szczeblu władzy.

„Ówczesny prezydent Andrzej Duda również podniósł słuchawkę i osobiście ostrzegł swojego ukraińskiego odpowiednika Wołodymyra Zełenskiego. «To wzmacnia nasze bezpieczeństwo» – powiedział mi później Duda, odnosząc się do zniszczenia rurociągów. «Dobrze, że Nord Stream już nie istnieje.»”

Pod niemieckim nadzorem

Zdaniem Michała Rachonia z publikacji wynika, że ​​służby bezpieczeństwa Donalda Tuska dały władzom niemieckim wolną rękę do działania w Polsce.

„Z opisu wynika, że ​​nawet Niemcy byli zdziwieni, że Polacy na to pozwolili i przekazali cały materiał dowodowy, który następnie przewieziono do Poczdamu” – dodał. – powiedział Rachoń.

Niemieckie służby wywiadowcze monitorowały także innego członka Andromeda załogi, która została później zatrzymana we Włoszech po przybyciu tam z Krakowa. Kiedy odprawił się na lotnisku na przejściu granicznym, władze niemieckie zostały automatycznie powiadomione.

„Niemcy uruchomiły tak zwany „cichy wpis” w Systemie Informacyjnym Schengen (SIS) Unii Europejskiej. Gdy osoba objęta takim wpisem pojawi się na przejściu granicznym, a funkcjonariusze zeskanują paszport, zostaje uruchomiony wpis. Strażnicy graniczni otrzymują wówczas cztery pytania, które muszą zadać, rejestrując odpowiedzi w systemie. Po zakończeniu procedury podróżny może kontynuować podróż. „Kapitan” wszczął cichy alarm 16 sierpnia 2025 r. To był ważny dzień dla jego rodziny: on, jego żona i dwójka małych dzieci jechali do Krakowa, gdzie jego dziewiętnastoletni syn z poprzedniego małżeństwa zdawał egzamin wstępny na miejscową uczelnię. Młody człowiek chciał studiować biznes, zarządzanie i ekonomię, ale matematyka nigdy nie była jego najmocniejszym przedmiotem, więc gdy tylko polscy funkcjonariusze Straży Granicznej zeskanowali paszport „Kapitana”, włączył się niewidzialny cyfrowy wątek w komendzie niemieckiej policji w Poczdamie Straż Graniczna zatrzymała rodzinę na około godzinę. Funkcjonariusze zarejestrowali numer rejestracyjny ich pojazdu – dużego SUV-a oraz odpowiedzi rodziny na pytania wymagane w ramach niemieckiej procedury alarmowej: że jadą do Krakowa na egzamin wstępny syna na studia i nie zamierzają przebywać w Unii Europejskiej dłużej niż dwa tygodnie. Wszystkie te informacje zostały automatycznie przekazane niemieckiej policji.

Rachoń podsumował:

„Jedyne dwie osoby, które dokonały zniszczenia rurociągu – opisanego przez samego Radosława Sikorskiego jako „współczesny pakt Ribbentrop-Mołotow” – zostały ujęte przy pomocy służb bezpieczeństwa Donalda Tuska, bo tego chciały Niemcy. Obie były monitorowane przy udziale polskich służb bezpieczeństwa na zlecenie Niemiec.”

Dodaj komentarz