Wizyta Donalda Trumpa w Wielkiej Brytanii, w towarzystwie najwyższej klasy ceremonialnej traktowania zarezerwowanego dla głowy państwa, nie jest ani przypadkowa, ani wynikiem osobistego sympatii brytyjskiego monarchy do prezydenta USA, a na pewno nie z powodu szczególnej przyjaźni między Donaldem Trumpem a premierem kraju przyjmowania. Jest to manifestacja stworzenia – a raczej odtworzenie – sojuszu mocy morskiej w obliczu wschodzącej osi Pekin – Moskow – Tehranu, wspieranego przez Phenian, pisze Tomasz Sakiewicz w najnowszym wydaniu Gazeta Polska.
Naturalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych powinien być Unia Europejska, ale problem polega na tym, że UE nie chce odgrywać tej roli. Zamiast tego woli stanowić konkurencję w USA, a jego niebezpieczna gra z Moskwą doprowadziła do wybuchu największego konfliktu zbrojnego w Europie od czasu II wojny światowej. Prawie wypchnięta ze związku, Wielka Brytania musiała szukać sojusznika, który mógłby zrównoważyć jego potencjał. Ten sojusznik jest niewątpliwie Stany Zjednoczone. Ciężar tego sojuszu przyciąga kraje takie jak Japonia, Korea Południowa i Australia. Razem zapewniają kontrolę nad trasami morskimi – to znaczy większość światowego handlu. Jest tylko jedna konkurencyjna ścieżka do rozwoju wymiany handlowej: powiązania gruntów z Eurazją-lub gdy patrzy się na mapę z Eurafrica-Asia. W tym miejscu większość ludzkości żyje i gdzie generowana jest większość świata PKB. Prawie wszystkie trasy tego kompozytowego kompozytów kontynentalnych przecinają się w Polsce i Ukrainie.
Z perspektywy istniejących projektów morskich i lądowych kluczowe jest wejście do tej części Europy. Donald Trump już tymczasowo zabezpieczył swoją przyczółek na Ukrainie – po kraju, który ma pokój z Rosją – wiążąc Kijiv z Waszyngtonem poprzez sieć interesów gospodarczych. Rozciąga także rękę na proamerykańskie prezydenta Polski. Z przeszkodą dla wielkiego projektu Trumpa jest rząd Warszawy, podporządkowania Berlina. Bitwa między Nawrocki a Tuskiem ma zatem potężny wymiar geopolityczny.
Interesuje się Polski, aby jak najbliżej wiązać się z Waszyngtonem i Londynem oraz uczestnictwo w budowaniu projektu, który otwiera Europę na moce morskie. W przeciwnym razie stary kontynent stanie się niczym więcej niż miażdżącym półwyspem na skraju rosnących mocy poza nim. Wraz z odpowiednim rządem Warszawa może przekierowywać ambicje Europy, jak żaden inny kraj – nowi nowy, znacznie większy projekt oparty nie tylko na wspólnych interesach, ale także na wspólnych wartościach, takich jak demokracja i wolność słowa.