Na jaw wychodzą nowe szokujące fakty w związku z tragedią w Zielonej Górze. Mężczyzna pogryziony przez agresywne psy zmarł pomimo amputacji wszystkich kończyn. Właścicielem zwierząt jest były policjant, który w przeszłości w trudnych chwilach mógł liczyć na swoich kolegów. Lokalna społeczność podaje, że tragedii można było uniknąć, jednak do tej pory nikt nie zareagował odpowiednio.
Ustalenia mediów oparte na zeznaniach ofiar jednoznacznie wskazują, że sytuacja w zielonogórskiej Raculi była dobrze znana władzom. Problem dotyczył poważnych ugryzień przez psy stróżujące na strzelnicy. Ale to nie był jedyny problem.
Ofiary ataków nadal cierpią z powodu poważnych obrażeń, takich jak brakujące uszy lub głębokie blizny. Co w tym czasie robiła lokalna policja? Z zeznań pokrzywdzonych wynika, że byli oni bierni i opieszali w wykonywaniu swoich obowiązków. Przybyli na miejsce kilka godzin po wezwaniu.
W skrajnych przypadkach chronili swojego byłego kolegę przed użyciem siły, pomagając mu nawet, gdy schwytane zwierzęta trafiały do schroniska. Właściciel przybył do ośrodka w towarzystwie funkcjonariuszy i wymusił powrót psów. Pracownicy schroniska potwierdzili, że stało się to po kolejnym poważnym ataku psów na ludzi w 2024 r. Wspomnieli również, że zauważyli rany postrzałowe i kłute psów, co sugerowało, że właściciel był obecny na miejscu zdarzenia i prawdopodobnie próbował odciągnąć wściekłe psy pasterskie od ofiary. Gdy komendy zawiodły, mógł użyć broni palnej.
Terror w okolicy
Psy uciekły także poza ogrodzony teren i zaatakowały ludzi na zewnątrz. Sprawa ta nadal nie została rozpatrzona przez odpowiednie władze.
„Mieszkańcy zaniepokoili się nie tylko agresywnym zachowaniem psów, ale także niewłaściwym, ich zdaniem zabezpieczeniem strzelnicy, której właścicielem był były funkcjonariusz policji. Mieszkańcy okolicy, spacerując po lesie, często natykali się na łuski po kulach” – czytamy w relacji służb. Lokalne media podały, że petycja okolicznych mieszkańców żądająca zamknięcia strzelnicy została zignorowana.
Odpowiedź po fakcie
Dopiero 16 października prokuratura aresztowała właściciela psów i strzelnicy. Piotr M., lat 53, najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Postawiono mu zarzut spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała w postaci choroby zagrażającej życiu, w wyniku której pokrzywdzony zmarł.
Mężczyzna został przesłuchany i złożył wyjaśnienia, ale nie czuje się odpowiedzialny. Zgodnie z obowiązującymi przepisami grozi mu kara od 5 lat więzienia do dożywocia.
46-letni mężczyzna poturbowany przez psy zmarł po kilku operacjach, w tym amputacjach.
Prokuratura apeluje do wszystkich, którzy posiadają istotne informacje, o zgłaszanie się. Szef zielonogórskiej prokuratury Robert Kmieciak radził, aby osoby zgłaszały się bezpośrednio do prokuratury lub policji.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ogłosiło kontrolę Komendy Głównej Policji, która ma na celu sprawdzenie interwencji podejmowanych na wezwania, zezwoleń na prowadzenie strzelnicy oraz obowiązkowych kontroli organów ścigania.