Stany Zjednoczone są obecnie jedynym prawdziwym poręczynikiem bezpieczeństwa Polski. Chodzi nie tylko o znaczącą przewagę Rosji w konwencjonalnej broni, ale przede wszystkim o amerykański parasol nuklearny.
Ukraina podjęła nadzwyczajny wysiłek wojskowy, zatrzymując napaść na Kijowie i przez ponad trzy lata walcząc z jedną z największych armii na świecie na równych warunkach. Ale cena była ogromna, zniszczenie gospodarki, wyludnienie kraju i setki tysięcy ofiar.
Ukraina zapłaciła cenę za brak prawdziwych sojuszy i poleganie na gwarancjach papierowych. Polska może znaleźć się w podobnej sytuacji, jeśli wzdłuż Wisuły nie stacjonują znaczących sił amerykańskich, a także silną sferę amerykańskich interesów. Oba wymagają bliskiego sojuszu i sieci więzi gospodarczych, społecznych i politycznych.
Nie można tego osiągnąć za pomocą jednego spotkania, choć udane, trwające zaledwie kilka godzin. Wizyta Karola Nawrockiego po drugiej stronie oceanu jest próbą utrzymania czegoś, co zostało już w dużej mierze zbudowane, ale które zostało po raz pierwszy podważone przez byłego prezydenta USA, który obalił proamerykańskiego rządu w Polsce, a obecnie jest uszkodzony przez premiera Donalda Tuska, który popiera politykę niemiecką. Wiele zależy od tej wizyty i jej okoliczności.