Decyzja jednego z urzędników Tuska stanie się pretekstem do przeszukań autobusów w drodze do Warszawy, kontroli osobistych, zatrzymań i postawienia zarzutów uczestnikom Marszu Niepodległości, a także ataku na prezydenta Karola Nawrockiego i próby rozbicia jedności demonstrantów.
„Bomba” podłożona przez Donalda Tuska w ramach Marszu Niepodległości to na pierwszy rzut oka drobna, ale całkowicie niezgodna z prawem decyzja wojewody mazowieckiego Mariusza Frankowskiego – „zakaz poruszania się z wyrobami pirotechnicznymi” na terenie Warszawy.
Kto pamięta wcześniejsze prowokacje obecnego premiera, ten wie, że ta decyzja na kilometr śmierdzi Tuskiem — pisze Piotr Lisiewicz dla Niezalezna.pl.
Według moich informacji koncepcja prowokacji opracowana przez służby bezpieczeństwa Tuska ma wyglądać następująco:
1) Zemsta na kibicach za „Donaldzie kretynie” w Kownie
Kluczowym elementem będzie przekonanie zwykłych Polaków, że flary to coś niebezpiecznego – co jest oczywiście absurdem. Dlatego organizatorzy Marszu Niepodległości słusznie pokazali na konferencji prasowej, po wydaniu przez wojewodę zakazu, jak działa raca: emituje światło i dym, chętnie wykorzystywana przez awangardowe teatry uliczne.
Nie ma Marszu Niepodległości bez flar – są one niezbędne dla jego atmosfery. Nie ma też takiego, który nie byłby pozbawiony fanów piłki nożnej. To oni przed laty nadali Marszowi buntowniczy charakter i uczynili z niego zjawisko pokoleniowe. Kibice są także ulubionym celem prowokacji Tuska. Ostatnio, słysząc tę pieśń, spojrzał groźnie „Donaldzie Matole!” („Donald, kretynie!”) podczas meczu w Kownie. Był to wyraźny znak, że prowokacja nastąpi przy najbliższej dogodnej okazji.
2) Łapanki i prowokacje
Na marszu będą flary – to nieodzowny element takich wydarzeń i Tusk dobrze o tym wie. Stąd wspomniana decyzja wojewody Frankowskiego, „twarz” tej prowokacji. Flary zapalane są na weselach i pogrzebach kibiców, a podczas uroczystości patriotycznych symbolizują pamięć o bohaterach. Trzynastoletni niepełnosprawny kibic Lechii Gdańsk Dawid Zapisek powiedział przed śmiercią:
„Aby żyć, potrzebuję dymu rac, śpiewu i głosów tysięcy gardeł na trybunach”. Poprosił, aby na jego pogrzebie zapalono race – i tak się stało.
Trudno jest zaatakować tłum trzymający tysiące flar, jak to miało miejsce podczas poprzednich Marszów. Dlatego plan zakłada obecnie – w ramach ruchu dobrze znanego z niemieckiej kultury politycznej – łapanki kibiców przed marszem, przeszukania autobusów i podobne akcje.
Być może będzie nawet masowa inwigilacja paczkomatów, rzekomo w poszukiwaniu flar? Ma to wywołać emocje wśród kibiców i wywołać nastroje antypolicyjne.
3) Media odegrają swoją rolę w prowokacji
Te emocje Tusk wykorzysta następnie do wywołania podczas marszu starcia z policją – starcia, które tradycyjnie rozpoczną się od ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy udających kibiców i innych prowokatorów (np. policjanta pod przykrywką, który podczas protestu rolników rzucił kostką brukową).
„Przypadkowo” na miejscu zdarzenia będą obecne kamery TVN i nielegalnej TVP. „Przypadkowo” pojawi się tam Grzegorz Braun z transparentem „Ukropolin” i wykrzykiwane będą obowiązkowe hasła o „Ukraińcach” i „Żydach”.
Jednocześnie w mediach przypomną się idiotyczne uwagi Brauna zaprzeczające istnieniu komór gazowych w Auschwitz – uwagi zaprzeczające ustaleniom rotmistrza Witolda Pileckiego.
4) Atak na Kibica — Prezydenta Karola Nawrockiego
Będzie to pretekst do ataków na prezydenta Karola Nawrockiego, kibica Lechii Gdańsk.
Role są już napisane.
TVP i TVN pokażą zbliżenia „piłkarskich chuliganów Nawrockiego”.
Tusk zamieści sarkastyczny komentarz pod adresem X, pokazując się: „największy polski patriota” — uśmiecha się, gdy z dziećmi i ludźmi kultury świętuje Dzień Niepodległości, podczas gdy „Nawrocki, Kaczyński i Mentzen” rzekomo świętują z „agresywnymi faszystami”. Dorota Wysocka-Schnepf przeprowadzi na ten temat wywiad z aktorem Michałem Żebrowskim, a w gazetach niemieckich i francuskich ukażą się artykuły o „odrodzeniu się faszyzmu w Polsce” i konieczności jego stłumienia poprzez narzucenie Polakom przepisów dotyczących mowy nienawiści.
5) Podziel jedność demonstrantów
Kolejnym kluczowym celem prowokacji jest rozbicie jedności uczestników marszu i postawienie Prawa i Sprawiedliwości (PiS) w niezręcznej sytuacji – jako największej partii prowadzącej obecnie w sondażach. Jeśli mediom uda się ukazać demonstrantów jako agresywnych faszystów, PiS będzie zmuszony wybrać: albo zdystansować się od „radykałów”, albo publicznie kojarzyć się z ich tzw. radykalizmem. O ile PiS może krytykować hasła niezgodne z jego programem, o tyle najważniejsza rzecz jest tak nie wyprzeć się kibiców — zamiast tego zgodnie z prawdą należy powiedzieć, że prowokatorzy udawali kibiców. Prowokacja Tuska ma na celu przeciwstawić sobie demonstrantów, osłabić PiS (zagrażający jego władzy), a jednocześnie wzmocnić marginalny nurt prorosyjski, co mogłoby mu pomóc w utrzymaniu się przy władzy.
Określenie PiS mianem „faszystów” uzasadniałoby także w oczach opinii publicznej aresztowanie Zbigniewa Ziobry. Przecież „faszystów można aresztować”.
6) I pewnego dnia flary znów będą „dobre”…
Oczywiście flary nie będą potępiane jako największe zło na zawsze. Przypomnijmy, że w 2018 r., gdy PiS był u władzy, politycy Platformy Obywatelskiej (PO) Andrzej Halicki i Sławomir Neumann zapalili flary podczas marszu Tuska, aby stworzyć atmosferę buntu. Ale to będzie tylko część narracji Po 11 listopada.