Pięć godzin bez badania alkomatem: niepokojące uchybienia policji w sprawie gwałtu w Piasecznie

Z materiałów śledczych wynika, że ​​już pięć godzin po zdarzeniu funkcjonariusz podejrzany o zgwałcenie policjantki w Piasecznie został poddany badaniu na zawartość alkoholu w organizmie. Od zdarzenia do jego aresztowania minęło prawie 12 godzin. W tym czasie podejrzany przebywał… w tej samej jednostce i znajdował się „pod nadzorem” funkcjonariuszy, którzy byli bezpośrednio odpowiedzialni za to, co działo się na miejscu zdarzenia.

„Zdecydowałem się zabrać głos, bo nie mogę już słuchać, jak się zachowujecie wy, hieny PiS. Jesteście hienami. Wdajecie się w obrzydliwe gry polityczne na cierpieniu tej kobiety. W tym przypadku reakcja polskiej policji była natychmiastowa” – powiedział w czwartek w Sejmie Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcin Kierwiński, zwracając się do posłów PiS.

Sprawa dotyczy zgwałcenia młodej policjantki, do którego doszło na początku stycznia na terenie Stołecznego Oddziału Prewencji Policji w Piasecznie. Podejrzanym jest jej przełożony.

Sprawdziliśmy szybkość i skuteczność tej reakcji – i pojawiły się wątpliwości.

Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, na podstawie oficjalnego protokołu podał Niezależna.pl terminy kolejnych działań.

Chronologia i wątpliwości

  • Do zdarzenia – zgwałcenia młodej policjantki i zmuszenia jej do poddania się kolejnej czynności seksualnej – miało dojść w sobotę, 3 stycznia, około godziny 3:30.
  • O godzinie 8:15 odbyło się pierwsze przesłuchanie podejrzanego. Okazało się, że nadal był pod wpływem alkoholu. Później odbyły się dwa kolejne testy. Dlaczego zajęło to aż pięć godzin?
  • O godzinie 10:35 rozpoczęło się formalne przyjęcie protokołu ofiary. Rozmowa trwała do godziny 12:00
  • Formalne zatrzymanie nastąpiło o godzinie 14:45 i zostało przeprowadzone przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji z Warszawy, na terenie jednostki w Piasecznie. Do czasu przejęcia kontroli przez Biuro Spraw Wewnętrznych podejrzany znajdował się – jak to ujął w rozmowie z nami rzecznik prokuratury – „pod nadzorem komendantury Oddziału Prewencji Warszawskiej Policji”.

Tutaj pojawia się kolejna wątpliwość. Sprawca przez 12 godzin znajdował się pod wątpliwym „nadzorem” osób, które bezpośrednio odpowiadały za to, że w tej właśnie jednostce doszło do tak skandalicznego zdarzenia. Mogli zatem mieć interes w potencjalnym zatuszowaniu sprawy.

Policja poinformowała dziś, że „7 stycznia zastępca komendanta Oddziału Prewencji Policji w Warszawie został zwolniony ze stanowiska w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez podległego mu funkcjonariusza, nad którego firmą sprawował urzędowy nadzór”.

Pójdźmy dalej. Czynności procesowe z udziałem podejrzanego rozpoczęły się w Prokuraturze Rejonowej w Piasecznie 4 stycznia o godzinie 13:30. Rozprawa w sprawie tymczasowego aresztowania rozpoczęła się 5 stycznia o godzinie 11:00 w Sądzie Rejonowym w Piasecznie. Postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania zostało wydane w godzinach od 13:00 do 14:00 tego samego dnia.

Dodaj komentarz