Rosja nie przeprowadzi bezpośredniego ataku konwencjonalnego na NATO. „Kreml popełniłby strategiczny błąd”

Bezpośredni atak konwencjonalny Rosji na jedno lub więcej państw członkowskich NATO jest obecnie niemożliwy. Zdaniem ministra obrony Łotwy Raivisa Melnisa, polityka z wieloletnim doświadczeniem wojskowym, Kreml, już głęboko uwikłany w wojnę z Ukrainą, popełniłby strategiczny błąd, otwierając drugi front.

„Walka na dwóch frontach byłaby błędem strategicznym (dla Moskwy). Inwazja na Ukrainę już była takim błędem, wynikającym z poważnego błędu w obliczeniach. Dlatego Rosja nie może zrobić nic podobnego w dającej się przewidzieć przyszłości. Nie mówię tego tylko po to, żeby uspokoić społeczeństwo” Melnis powiedział w wywiadzie opublikowanym w środę przez łotewską agencję informacyjną LETA.

Minister przekonywał, że Rosja ugrzęzła na Ukrainie, Kijów w dalszym ciągu skutecznie się broni, przeprowadzając kontrataki i niszcząc rosyjskie możliwości logistyczne.

„Aby przeprowadzić atak na dużą skalę, Rosja musiałaby wycofać swoje siły z Ukrainy, utworzyć jednostki wojskowe w pobliżu państw bałtyckich, a następnie rozpocząć ofensywę. To jednocześnie dałoby Ukraińcom znacznie większe możliwości prowadzenia własnych operacji, na co Rosji po prostu nie stać” – podkreślił.

Przed objęciem pod koniec maja urzędu ministra obrony w nowym rządzie Andrisa Kulbergsa Melnis przez wiele lat zajmował kluczowe stanowiska w łotewskich siłach zbrojnych. Doświadczenie zdobywał także w międzynarodowych misjach wojskowych. Ostatnio pełnił funkcję doradcy ds. współpracy wojskowej na Ukrainie w stopniu pułkownika.

To może być prowokacja

Minister przestrzegł jednak, że Rosja zachowuje zdolność do organizowania różnego rodzaju prowokacji – czego dowodem jest wykorzystywanie przez nią nielegalnej migracji wzdłuż granic państw NATO i UE na wschodniej flance Sojuszu.

Zapewnił także, że Łotwa jest gotowa skutecznie odpowiedzieć na każde zagrożenie.

„Nie mamy «zielonych ludzików», tak jak nie mamy niezidentyfikowanych dronów przelatujących nad naszym terytorium. Jeśli dron się pojawi, to go zniszczymy. Jeśli pojawią się «zielone ludziki», zostaną aresztowani lub zneutralizowani. Zarówno łotewskie służby bezpieczeństwa wewnętrznego, jak i siły zbrojne są w pełni przygotowane na takie scenariusze” – powiedział Melnis.

Melnis objął urząd po incydencie z udziałem ukraińskich dronów, które wleciały z Rosji do łotewskiej przestrzeni powietrznej i uszkodziły zbiorniki do przechowywania ropy naftowej zlokalizowane kilkadziesiąt kilometrów od granicy. Wydarzenia te ostatecznie doprowadziły do ​​upadku rządu Eviki Siliņy.

Termin „małe zielone ludziki” odnosi się do zamaskowanych żołnierzy rosyjskich noszących mundury bez insygniów i znaków identyfikacyjnych. Wykorzystano je podczas nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku.

Dodaj komentarz