„To efekt fatalnej polityki fiskalnej prowadzonej przez obecny rząd. Biada temu, kto musi wziąć odpowiedzialność za naprawienie tego greckiego scenariusza, bo koszty społeczne będą ogromne” – powiedział w rozmowie z Niezależna.pl analityk gospodarczy Janusz Szewczak, komentując decyzję Moody’s o obniżeniu ratingu kredytowego Polski.
W piątek agencja Moody’s ogłosiła, że obniżyła długoterminowy rating Polski w walucie obcej o jeden stopień, z „A2” do „A3”. Perspektywa ratingu jest stabilna.
„Obniżenie ratingu Polski do A3 odzwierciedla nasze oczekiwania co do trwałego pogorszenia sytuacji fiskalnej kraju. Deficyty fiskalne utrzymują się na wysokim poziomie, co prowadzi do istotnego wzrostu długu publicznego i – w połączeniu ze wzrostem kosztów obsługi długu – osłabienia wskaźników przystępności długu” – napisano w swoim raporcie Moody’s.
Titanic dryfujący w stronę góry lodowej
Analityk ekonomiczny i były członek zarządu Orlen SA Janusz Szewczak powiedział, że obniżkę można było przewidzieć.
„Kilka miesięcy temu mówiłem, że tak to się skończy, bo sytuacja finansów publicznych nie przypomina już greckiej tragedii, ale kompletną apokalipsę. Nawet te agencje, które sympatyzują z rządem Tuska, nie mogą już tego ignorować, podkreślając dramatyczne kumulowanie się negatywnych zjawisk w finansach publicznych” – powiedział.
„To Titanic dryfujący w kierunku góry lodowej zadłużenia, deficytów i kosztów obsługi długu, ponieważ wszystkie te aspekty są niezwykle niepokojące” – dodał.
Ekspert zwrócił uwagę na, jak to określił, brak zdecydowanych działań ze strony Ministerstwa Finansów.
„Reakcję pana Domańskiego można uznać za dziwną. Pisał, że decyzję Moody’s traktuje „poważnie, ale spokojnie”. To „spokojnie” może oznaczać dziesiątki miliardów dodatkowych kosztów dla budżetu w postaci ceny pożyczonych pieniędzy. Z pewnością będzie to miało natychmiastowe przełożenie na rentowności polskich obligacji 10-letnich, które już zbliżają się do 6,5 proc. A w poniedziałek sytuacja prawdopodobnie ulegnie dalszemu pogorszeniu” – powiedział.
„To wszystko oznacza także osłabienie złotego i drastyczny wzrost kosztów obsługi długu publicznego. A pamiętajmy, że potrzeby pożyczkowe brutto państwa polskiego na ten rok ustalono na blisko 700 mld zł. Inaczej mówiąc, tyle trzeba pożyczyć, aby spłacić stary dług i zaciągnąć nowy. Tegoroczne potrzeby pożyczkowe państwa polskiego w zasadzie odpowiadają rocznym dochodom budżetu państwa. To kwoty astronomiczne” – wyjaśnił.
Deficyty Tuska przewyższają to, co Polska otrzymała od UE
Szewczak podkreślił, że dług publiczny w relacji do PKB „w przyszłym roku wzrośnie do około 70 proc., podczas gdy próg 55 proc. został już przekroczony i obecnie zbliża się do 60 proc.”.
„Roczne deficyty kształtują się na poziomie prawie 300 mld zł, więc jeśli liczyć całą kadencję rządu, łącznie z 2027 r., deficyty te wyniosą około 1,04 bln zł” – wyjaśnił.
„Deficyt budżetu państwa generowany przez rząd Donalda Tuska na przestrzeni czterech lat, w tym roku przyszłego, i w budżecie już opracowanym, to więcej pieniędzy, niż otrzymaliśmy w ramach dotacji i dotacji unijnych przez ponad dwadzieścia lat” – podkreślił.
Odnosząc się do próby zrzucenia na prezydenta odpowiedzialności za „wzmocnienie finansów publicznych” – co minister finansów zdawał się sugerować w poście na X – Janusz Szewczak stwierdził, że jego zdaniem jest to „wyjątkowo haniebna, głupia i nieuczciwa wypowiedź”.
„Wręcz przeciwnie: gdyby nie decyzje prezydenta, deficyty byłyby jeszcze większe. Jeśli chce się harmonijnie współpracować z głową państwa, nie należy go obrażać, atakować, grozić ani oczerniać. Wtedy być może taka współpraca byłaby możliwa. Ale sądzę, że prezydent Karol Nawrocki wykazuje anielską cierpliwość wobec tego rządu, który zdaje się sądzić, że za deficyt odpowiada prezydent, a nie rząd. Niech spojrzą na Konstytucję i przypomnieli sobie, kto ponosi za to odpowiedzialność. Prezydent nie odpowiada za dochody budżetu ani za możliwość ich uzyskania” – wyjaśnił.
„Pytanie, czy to szaleństwo rządu wynika ze skrajnej niekompetencji, czy też kryje się za tym jakaś metoda, mająca na celu pozostawienie spalonej ziemi w finansach publicznych ich następcom. Procedura nadmiernego deficytu już obowiązuje i dopiero wyjątkowa sympatia pani von der Leyen do pana Tuska nie pozwoliła na podjęcie bardziej rygorystycznych kroków wobec polskiego rządu w związku z tak poważnym pogorszeniem finansów publicznych. Pan Domański zupełnie sobie nie radzi i szczerze mówiąc, nie pamiętam gorszym ministrem finansów od 30 lat” – stwierdził ekspert.
Zwykli Polacy ostatecznie zapłacą cenę
Zapytany o konsekwencje obecnej polityki fiskalnej rządu, stwierdził, że Polska stanie przed „unijnymi żądaniami ograniczenia i cięć wydatków, zwłaszcza socjalnych, oraz podniesienia podatków”.
„A to efekt fatalnej polityki fiskalnej prowadzonej przez obecny rząd. Biada temu, kto musi wziąć odpowiedzialność za naprawienie tego greckiego scenariusza, bo koszty społeczne będą ogromne. Już dziś widzimy, jak boryka się służba zdrowia i jak samorządom brakuje pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne. Pieniędzy nie ma i wygląda, że ich nie będzie. Stoimy przed naprawdę dramatycznymi wyzwaniami. Jeśli ten zespół będzie odpowiadał za finanse publiczne przez kolejny rok, nie można wykluczyć scenariusza greckiego” – Janusz Szewczak stwierdził.