Aktywiści Last Generation, znani m.in. z blokowania ulic, ogłosili, że kończą dotychczasową formę działalności. Jednocześnie deklarują, że ich „opór” będzie kontynuowany. Wyrażają również ubolewanie, że z powodu swoich niezgodnych z prawem działań grozi im postępowanie sądowe i wysokie kary pieniężne.
Last Generation to grupa radykalnych działaczy klimatycznych, którzy wielokrotnie zakłócali codzienne życie mieszkańców, m.in. Warszawy. Organizowali blokady ulic, co powodowało duże utrudnienia w ruchu i dopuszczali się aktów niszczenia mienia.
„Niektórym grozi utrata wolności”
„Teraz wkładamy klej do kieszeni, a kamizelki do szafy. Ale to nie koniec. Kosztem wspólnego sukcesu są toczące się sprawy sądowe. Za mówienie prawdy o katastrofie klimatycznej, za domaganie się sprawiedliwości społecznej grożą kary sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych. Niektórym grozi nawet utrata wolności. Solidaryzujemy się z represjami” – napisało Last Generation na Facebooku.
Aktywiści dodali, że „kampania będzie nadal wspierać osoby fizyczne w postępowaniach sądowych i pomagać im w pokryciu podstawowych wydatków na życie, zwłaszcza gdy borykają się z karami finansowymi”.
„Po przekroczeniu 1,5°C nie ma już odwrotu”
Koniec Ostatniej Generacji nie oznacza końca oporu. „Po przekroczeniu 1,5°C nie ma odwrotu – załamanie klimatyczne stało się rzeczywistością, a niestabilne siły naturalne stanowią zagrożenie dla nas wszystkich. Odpowiedzialne za to załamanie elity polityczne tylko przyspieszają ten proces: łamią prawa człowieka, wszczynają wojny, z których czerpią korzyści, demaskując w ten sposób naszą zależność od paliw kopalnych. Nic tego nie zatrzyma poza rewolucją. Udowodniliśmy, że opór działa – jesteśmy pewni, że powróci (w nowych formach) w imię walki o ludzkość. Rozpoczynamy proces refleksji i przygotowania strategii działania w coraz bardziej niestabilnym świecie. Wszyscy jesteśmy Ostatnim Pokoleniem” – czytamy w oświadczeniu.