Występ prezydenta Karola Nawrockiego na PGE Narodowym stał się jednym z charakterystycznych momentów towarzyszących remisowi Polski 1:1 z Holandią w eliminacjach mistrzostw świata. Głowę państwa, który wcześniej potwierdził swoją obecność podczas spotkania w Mińsku Mazowieckim, powitano skandowaniem jego imienia ze strony polskich ultrasów. Przyjęcie wyraźnie kontrastowało z tym, jakie spotkało premiera Donalda Tuska na poprzednim międzynarodowym meczu w Kownie, gdzie kibice nie okazywali mu tyle ciepła.
Choć trybuny zapewniały własne widowisko, mecz zapewnił zaskakująco wyrównaną rywalizację z mocno faworyzowaną drużyną holenderską. Zespół Jana Urbana, po niespodziewanej porażce Finlandii z Maltą zapewniony już udział w barażach o Puchar Świata, podszedł do meczu z poczuciem wolności, ale także ze odważnym podejściem taktycznym, wymuszonym licznymi kontuzjami.
Polska rozpoczęła agresywnie i już w drugiej minucie była bliska otwarcia wyniku po trafieniu Nicoli Zalewskiego. Po początkowym okresie holenderskiej presji i stracie Sebastiana Szymańskiego z powodu kontuzji, gospodarze precyzyjnie uderzyli w końcówce pierwszej połowy. Robert Lewandowski w kontrataku wypuścił Jakuba Kamińskiego, a skrzydłowy zakończył akcję z niezwykłym spokojem.
Holendrzy wyrównali wkrótce po przerwie, a chaos w polskim polu karnym wykorzystał Memphis Depay. Mimo kilku obiecujących akcji ofensywnych – w tym niebezpiecznej próby Lewandowskiego obronionej instynktownie przez Barta Verbruggena – drużynie Urbana nie udało się odzyskać prowadzenia. Mimo to występ odzwierciedlał odporność i ambicje taktyczne, dając obiecujące sygnały przed ostatnim meczem grupowym na Malcie i decydującą kampanią play-off w marcu 2026 r.
Polska – Holandia 1:1
Bramki: J. Kamiński 43′ – M. Depay 47′