Szokujące sceny w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa. Prawnik: „Działania policji przekroczyły wszelkie możliwe granice”

„O ile mi wiadomo, policja wkroczyła do lokalu, rzekomo szukając tego mężczyzny, ponieważ pokłócił się z nią w Trybunale Konstytucyjnym. Działania podjęte wobec tego nieszczęśnika przekroczyły wszelkie dopuszczalne granice. Mogli po prostu wysłać mu wezwanie do stawienia się, zamiast go krępować i dusić, co ostatecznie pozostawiło go w potrzebie natychmiastowej pomocy medycznej. To jest niewiarygodne.” – powiedział mecenas Andrzej Lew Mirski, komentując sceny w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa.

Około południa przed wejściem do siedziby Stowarzyszenia Wolnego Słowa rozegrały się szokujące sceny (Stowarzyszenie Wolnego Słowa) przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie.

Policja zatrzymała tam mężczyznę i obezwładniła go fizycznie. Według świadków był jednym z uczestników obozu namiotowego przed Trybunałem Konstytucyjnym. Świadkowie określili reakcję policji jako nadmierną, twierdząc, że w trakcie interwencji mężczyzna stracił przytomność. Na miejsce przybył zespół ratownictwa medycznego, który nieprzytomnego mężczyznę ze skutymi rękami przeniesiono na noszach do karetki pogotowia. Jego stan nie jest jeszcze znany.

Policja przez pewien czas zabezpieczyła wejście do budynku przy ulicy Marszałkowskiej, uniemożliwiając wejście przedstawicielom mediów.

Do budynku wpuszczono jedynie posła Piotra Glińskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości oraz adwokata Andrzeja Lew Mirskiego.

„O ile mi wiadomo, policja wkroczyła do lokalu, rzekomo szukając tego mężczyzny, ponieważ pokłócił się z nią w Trybunale Konstytucyjnym. Działania podjęte wobec tego nieszczęśnika przekroczyły wszelkie dopuszczalne granice. Mogli po prostu wysłać mu wezwanie do stawienia się, zamiast go krępować i dusić, co ostatecznie pozostawiło go w potrzebie natychmiastowej pomocy medycznej. To jest niewiarygodne.” – powiedział prawnik w rozmowie z TV Republika.

„Wybito okno i podjęto działania, które z pewnością wykraczały poza zwykłe zachowanie policji przy informowaniu obywatela, że ​​stanowi przedmiot zainteresowania organów ścigania. Gdyby każdy potencjalny obywatel został powiadomiony o obowiązku stawienia się w ten sposób, ludzie nie mieliby gdzie spędzać czasu w szpitalach ani gdzie indziej, bo szpitale i oddziały intensywnej terapii byłyby przepełnione” dodał.

Nie jest jasne, czy policja zamierzała zatrzymać mężczyznę, czy po prostu poinformować go o wezwaniu.

Ranny mężczyzna jest współpracownikiem biura Adama Borowskiego i żołnierzem rezerwy Polskich Sił Zbrojnych.

Dodaj komentarz