Sąsiedzi Polski podjęli trudną decyzję. Właśnie zakończyli coś, co od pokoleń było częścią ich codziennego życia, pracy i tożsamości. Czechy zamknęły właśnie ostatnią kopalnię węgla kamiennego. Wchodzi w nową fazę energetyczną opartą na energetyce jądrowej i węglu brunatnym.
Tuż za polską granicą kończy się coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe. W Czechach przestała działać ostatnia ściana górnicza w kopalni ČSM w Stonavie. W ten sposób dobiegło końca ponad dwa stulecia wydobycia węgla kamiennego w regionie karwińskim i ostrawskim. To symboliczny moment, bo przez dziesięciolecia pracowało tu tysiące górników, w tym wielu z Polski. Teraz cały region wchodzi w zupełnie nową fazę.
Dwa dni do ostatecznej ekstrakcji
W sobotę 31 stycznia 2026 roku, podczas nocnej zmiany, produkcja została zakończona. Był to ostatni działający zakład węglowy w Czechach. Kopalnia działała od 1968 roku i była najmłodszą częścią spółki OKD. Składał się z dwóch odcinków: „Północnego”, gdzie prowadzono wydobycie, i „Południowego”, który pełnił funkcję magazynową.
Symboliczne wydobycie ostatniej tony zaplanowano na środę, 4 lutego. Po tym dniu rozpocznie się wieloletni proces likwidacji obiektu, obejmujący zabezpieczenie szybów, demontaż infrastruktury i rekultywację terenu. To definitywny koniec regionu górniczego Karwina i Ostrawa, który przez ponad dwieście lat był jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w Europie Środkowej. Dla mieszkańców to trudny moment, pełen bolesnych emocji. Podstawą życia było tu górnictwo, a wokół kopalń wyrastały całe miasta. Zamknięcie ČSM to nie tylko decyzja gospodarcza, ale także symboliczny koniec epoki, która ukształtowała tożsamość regionu. Wielu górników zastanawia się nad przyszłością. Niektórzy planują szukać pracy w Polsce, gdzie nadal działają kopalnie, inni liczą na programy przekwalifikowujące i wsparcie lokalnych władz.
Stawiają na energię jądrową
Zamknięcie ostatniej kopalni nie oznacza, że Czechy całkowicie rezygnują z węgla. W kraju nadal działają elektrownie opalane węglem brunatnym, choć ich rola z roku na rok maleje. Czechy od kilku lat przekształcają swój miks energetyczny i dziś wygląda on zupełnie inaczej niż dekadę temu. Najważniejszym filarem jest energetyka jądrowa, która pokrywa około 40 proc. zapotrzebowania. Elektrownie Dukovany i Temelín dostarczają około jednej trzeciej całej energii elektrycznej w kraju i są uważane za fundament bezpieczeństwa energetycznego. Rząd zapowiedział budowę nowych bloków jądrowych, które mają stopniowo zastępować wycofywane elektrownie węglowe.
Nadal mają węgiel brunatny
Kolejnym elementem systemu pozostaje węgiel brunatny, który nadal stanowi około 35 proc. produkcji energii. Czechy nie planują gwałtownego odejścia od tego surowca, a raczej stopniowe wycofywanie elektrowni w nadchodzących latach. Ważną rolę odgrywa także gaz, wykorzystywany głównie jako źródło stabilizacji systemu. Czechy posiadają rozbudowane połączenia gazowe z Niemcami i Słowacją, co pozwala im elastycznie reagować na potrzeby rynku.
Trudne relacje górnicze z sąsiadami
Przypomnijmy, że jeszcze niedawno stosunki energetyczne między Polską a Czechami były napięte ze względu na kopalnię Turów w Bogatyni. Strona czeska domagała się jego zamknięcia, argumentując, że wpływa to na poziom wód gruntowych po ich stronie granicy. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nakazał Polsce czasowe wstrzymanie wydobycia i nałożył wysokie kary finansowe.
Ostatecznie oba kraje osiągnęły porozumienie, a Polska zobowiązała się do wdrożenia dodatkowych zabezpieczeń hydrologicznych i środowiskowych. Turów nadal funkcjonował, a spór formalnie zakończył się po podpisaniu porozumienia międzyrządowego.