Za zamkniętymi drzwiami urzędnicy decydują o losach milionów Polaków kredytów. „To stwarza wrażenie transakcji na zapleczu”

Jedna z największych operacji finansowych w Polsce po cichu toczy się za zamkniętymi drzwiami. Bez nadzoru publicznego i z niewielkim poszanowaniem interesów zwykłych obywateli. „Przejrzystość w tym przypadku powinna oznaczać jasne komunikowanie zarówno społeczeństwu, jak i rynkowi powodów decyzji (…), bo w przeciwnym razie stwarzałoby to wrażenie transakcji na zapleczu. To nie powinno mieć miejsca, bo sprawa jest zbyt istotna, aby decyzje mogły być podejmowane bez protokołowania i bez wiedzy, kto je podejmował” – powiedział Niezalezna.pl były minister finansów Andrzej Kosztowniak.

Bo… pieniądze lubią ciszę

Polska od czterech lat pracuje nad reformą referencyjnych stóp procentowych. Celem jest zastąpienie powszechnie stosowanego wskaźnika WIBOR, który określa spłaty odsetek od kredytów hipotecznych, obligacji i wielu innych umów finansowych. Według różnych szacunków reforma dotyczy rynku o wartości od 7 bln zł do 10 bln zł.

Decyzje kluczowe nie tylko dla tego rynku, ale także dla zwykłych obywateli zaciągających kredyty podejmuje niewielka grupa urzędników, bankierów i regulatorów zasiadających w Komitecie Sterującym Krajowej Grupy Roboczej ds. Reformy Benchmarków. W poniedziałek Money.pl poinformował o sprawie, wskazując na brak przejrzystości w procesie decyzyjnym.

Jak podaje portal, kluczowe decyzje podejmuje zaledwie kilka osób – oficjalnie osiem – za zamkniętymi drzwiami. Reprezentują Ministerstwo Finansów, Komisję Nadzoru Finansowego (KNF), Narodowy Bank Polski (NBP), Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG), GPW Benchmark oraz sektor bankowy.

Protokoły posiedzeń komisji – jeśli w ogóle są sporządzane – nie są upubliczniane. Uczestnicy i inne osoby zaznajomione z postępem prac odmawiają wypowiadania się na protokole. Nie jest również jasne, kto głosował za czym i dlaczego, ponieważ dostęp do takich informacji jest ograniczony ze względu na rzekomą poufność.

W Komitecie Sterującym nie ma nikogo reprezentującego interesy klientów detalicznych, a Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nie był zaangażowany w ten proces, nie był proszony o wydanie opinii czy prowadzenie kampanii informacyjnej. W rezultacie klienci banków mogą zostać poproszeni o podpisanie aneksów do umów, nie do końca rozumiejąc, jak zmiany wpłyną na ich miesięczną spłatę kredytu.

Money.pl zwraca uwagę, że w porównywalnym procesie „bank centralny Danii publikuje skład grupy roboczej, porządki obrad i zatwierdzone protokoły, w tym nagrane zdania odrębne”. „W Polsce opinia publiczna dowiaduje się zazwyczaj, że Komitet Sterujący zebrał się dopiero wtedy, gdy została już wydana ostateczna rekomendacja” – pisze portal.

Nikt więc nie może powiedzieć, że „Tusk podwyższył kredyty hipoteczne”

Pomimo czterech lat prac, spośród trzech rozważanych benchmarków – WIRON, PolSTR i WRR – nie udało się dotychczas wyłonić stabilnego zamiennika WIBOR-u, który w pełni opierałby się na rzeczywistych transakcjach rynkowych.

„WRR dał najwyższe prognozowane wartości ze wszystkich rozważanych opcji, ale chciano uniknąć zarzutów, że Morawiecki dał kredytobiorcom najniższy benchmark, a Tusk najwyższy. Ostatecznie wybrano PolSTR – bezpieczniejszą wersję WIRON, mniej podatną na błędy, bo obliczaną na węższym zestawie transakcji, choć wciąż mniej korzystną dla sektora bankowego niż WRR” – podaje Money.pl.

Pierwotny plan był ambitny. Jednakże ze względu na obawy prawne – w tym ryzyko sporów sądowych i potencjalne kwestie konstytucyjne wynikające z obowiązkowej wymiany benchmarku w istniejących umowach, w szczególności w obligacjach rządowych – stosowanie WIBOR-u przedłużono o dziewięć lat, do czasu zapadalności problematycznych obligacji.

Ministerstwo Finansów twierdzi, że nie miało to żadnego wpływu na tę decyzję. Jednak wobec braku przejrzystości procesu decyzyjnego trudno odrzucić zarzuty o motywacje polityczne i próby ochrony interesów sektora bankowego kosztem klientów detalicznych.

Przejrzystość przede wszystkim

W rozmowie z Niezalezna.pl były minister finansów Andrzej Kosztowniak (PiS) powiedział, że nie liczy się liczba osób uczestniczących w pracach Komitetu Sterującego Krajowej Grupy Roboczej ds. Reformy Benchmarków.

„Jeśli te osoby zostały powołane przez swoje instytucje, to równie dobrze mogą być wspierane przez zespoły przygotowujące dla nich analizy. Ci ludzie po prostu reprezentują instytucje, które je nominowały” – stwierdził.

Podkreślił, że społeczeństwo powinno interesować się tym, „w jaki sposób te decyzje są podejmowane” i czy osoby je podejmujące „opierają swoje decyzje na dokładnie przygotowanych i wiarygodnych materiałach źródłowych”.

Jednocześnie zwrócił uwagę na brak „czynnika społecznego” w procesie decyzyjnym, a przede wszystkim na brak zaangażowania UOKiK.

„Byłoby korzystne, gdyby w tych spotkaniach uczestniczył przedstawiciel 'klienta’. Naturalnie, na takich spotkaniach omawiane są informacje poufne, ale UOKiK powinien mieć tam swojego przedstawiciela, którego mógłby zobowiązać do zachowania poufności” – wyjaśnił.

„Jest oczywiste, że zainteresowane instytucje mają sprzeczne interesy. Moim zdaniem dlatego tak trudno znaleźć rozwiązanie. Powinny być dwa nadrzędne cele: przygotowujący reformę i politycy powinni stworzyć rynek możliwie najbardziej przewidywalny i docelowo możliwie przystępny dla klientów. To wszystko wpływa – lub będzie miało wpływ – na koszt kredytów i obligacji dla osób nabywających te produkty finansowe” – dodał.

Kosztowniak powiedział także, że „dobrym pomysłem byłoby informowanie opinii publicznej o pracach komisji, tak jak ma to miejsce w Danii”.

„Nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy uczynić tego procesu bardziej przejrzystym. Szczególnie ważna jest jednak wiedza, kto podjął jakie decyzje i jak je uzasadnił. To nie jest klub towarzyski, w którym ludzie spotykają się przy piwie. Podejmują decyzje mające wpływ na ogromny rynek i każdy element tych decyzji powinien być poparty szczegółowym i przekonującym uzasadnieniem. Jeśli wprowadzone zostaną zmiany, musimy mieć pewność, że będą obowiązywać przez kolejne kilkanaście, a może kilkadziesiąt lat” – podkreślił.

Zauważył także, że benchmark WIRON zaproponowany podczas procesu reform „może nie jest najłatwiejszy do przewidzenia, ale ostatecznie jest najtańszy”.

„Jeśli premier Donald Tusk uważa dzisiaj, że ktoś postąpił niewłaściwie, podejmując lub proponując takie decyzje, ma pełne prawo tak twierdzić. Jeśli jednak proponuje rozwiązanie, które ostatecznie może okazać się droższe, to powinien wystąpić i to wyjaśnić, bo my, jako klienci, koszty poniesiemy. Chciałbym takie wyjaśnienie usłyszeć – nie tylko jako polityk, ale jako obywatel” – powiedział Andrzej Kosztowniak.

Według byłego ministra „przejrzystość w tym przypadku powinna oznaczać jasne komunikowanie się zarówno ze społeczeństwem, jak i rynkiem na temat przyczyn decyzji”.

„Wtedy te decyzje zawsze będą łatwiejsze do zrozumienia, bo inaczej będzie to sprawiać wrażenie zakulisowych porozumień. To nie powinno mieć miejsca, bo sprawa jest zbyt istotna, aby decyzje można było podejmować bez protokołowania i bez wiedzy, kto je podejmował. Zwłaszcza, że ci ludzie reprezentują bardzo różne instytucje i bardzo różne interesy. Powinniśmy zatem wiedzieć, kto podejmuje jakie decyzje, a ci, którzy podejmują decyzje w imieniu tych instytucji, powinni nam je wyjaśnić. Im mniej uzasadnienia, tym więcej wątpliwości, a przejrzystość jest w tej całej sprawie największą wartością procesu” – podsumował Andrzej Kosztowniak.

Dodaj komentarz