„Pokazuje swoje prawdziwe oblicze” – tymi słowami poseł Krzysztof Szczucki podsumował w rozmowie z Niezależna.pl piątkową wizytę ministra Waldemara Żurka w Sądzie Najwyższym. Zdaniem rozmówcy minister „w ogóle nie chce niczego naprawiać ani leczyć”, a raczej chce, aby „ludzie tacy jak on decydowali o najważniejszych sprawach w wymiarze sprawiedliwości”.
Żurek stawia na konfrontację
Powierzenie kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi miało dać orzeźwiający impuls polityczny koalicji rządzącej, która w oczach wielu wyborców została zdyskredytowana przez brak skuteczności. W obliczu kilkudziesięciu niezrealizowanych obietnic wyborczych miał także rozbudzić w najbardziej fanatycznym antypisowskim elektoracie nadzieję na pociągnięcie poprzedników do odpowiedzialności, co mimo dużej determinacji i skrajnego upolitycznienia prokuratury i służb bezpieczeństwa postępowało dość powolnie. Co prawda zdarzały się aresztowania, zatrzymania i przesłuchania politycznych „wrogów” koalicji, transmitowane przez ogólnopolskie media 13 grudnia (przypomnijmy, że po jednym z takich przesłuchań zmarł świadek), ale to wszystko było za mało dla krwiożerczych wyborców pod hasłem „Silni Razem”.
Zastępując wysłużonego i – z punktu widzenia „wojującej demokracji” – nieskuteczną Bodnara, Żurek, który nie kryje się ze swoim antypisowskim zacięciem, miał zatem wykazać się nową jakością i determinacją. Oczekiwano, że zrobi wszystko, co Bodnar zbyt długo zwlekał.
Ostatnie dni pokazały, że naprawdę stać go na wiele. A współpracując z równie zdeterminowaną prokurator Ewą Wrzosek i zaprzyjaźnionymi z nim mediami, potrafi zbudować spójną narrację o bezwzględnych rozrachunkach, które – jak twierdzi – mają doprowadzić do przywrócenia praworządności.
Rozporządzeniem z 29 września Żurek wprowadził zmiany w Regulaminie Sądów Powszechnych, dopuszczając, wbrew obowiązującej ustawie, powoływanie sędziów z pominięciem trybu losowego. Kolejnym radykalnym posunięciem nowego ministra było przedstawienie projektu tzw. ustawy praworządnej, która ma m.in. zlikwidować Izbę Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, usunąć ze stanowiska wielu sędziów Sądu Najwyższego, a pozostałych sędziów powołanych po 2018 r. odesłać do poprzednich sądów i ewentualnie poddać ich ponownej procedurze selekcji konkurencyjnej z udziałem nowej Krajowej Rady Sądownictwa (KRS).
Obie inicjatywy Żurka są skazane na niepowodzenie, gdyż sprzeczne z ustawą rozporządzenie zmieniające regulamin działania sądów nie przetrwa kontroli Trybunału Konstytucyjnego, a ustawa o praworządności zostanie prawdopodobnie zawetowana przez prezydenta.
W obliczu tych dwóch jak najbardziej prawdopodobnych porażek Żurek zdecydował się więc na wydarzenie i prowokację, organizując w piątek z udziałem Rady Ławników konferencję prasową przed Sądem Najwyższym. Wystąpienie ministra sprawiedliwości przerwał były rzecznik Sądu Najwyższego sędzia Aleksander Stępkowski, który nazwał je „brutalną ingerencją i naruszeniem autonomii”.
Naruszenie podziału władzy
Portal Niezależna.pl zapytał posła PiS i byłego szefa Rządowego Centrum Legislacji, prof. Krzysztofa Szczuckiego, o kontrowersyjne działania ministra Żurka, w tym jego piątkowy performans przed Sądem Najwyższym.
Rozmówca ocenił, że konferencja prasowa ministra była „nie tylko naruszeniem dobrych manier, ale w istocie podziału władzy i zasad godnej współpracy organów państwa”.
„Sąd Najwyższy jest częścią władzy sądowniczej, czyli niezależną od władzy wykonawczej i w niczym nie podlega ministrowi Żurkowi. Jedyną osobą upoważnioną i umocowaną do kontaktów z rządem i Ministrem Sprawiedliwości jest Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego. Nie zaprosiła ona pana Żurka do gmachu sądu; został zaproszony przez Radę Ławników, która nie jest uprawniona do prowadzenia stosunków między sądem a innymi organami Sądu Najwyższego. państwo,”
– zauważył polityk.
Zastraszanie sędziów
Podkreślił, że jego zdaniem „doszło do naruszenia różnorodnych procedur i zasad konstytucyjno-instytucjonalnych”, a także odniósł się do postępowania członków Kolegium Ławniczych Sądu Najwyższego, którzy rzekomo zaprosili Żurka. „Ławnicy Sądu Najwyższego wybrani przez Senat okazują się w istocie działaczami politycznymi, a nie ludźmi, którzy chcą wykonywać swoje obowiązki ławnicze i powinni być jak najszybciej usunięci przez Senat. Ale najwyraźniej rządząca większość, jak widać, chce, aby w Sądzie Najwyższym zapanował chaos” – wyjaśnił.
Zapytany o cel, jaki mógł przyświecać ministrowi sprawiedliwości, przyznał bez ogródek:
„Chce zastraszyć sędziów, chce wywołać wśród nich stan niepewności. Uważa, że w ten sposób spowoduje, że sami przestaną pełnić swoje obowiązki, że pozostaną tylko jego zwolennicy, ale oczywiście jest w poważnym błędzie.”
„Prof. Stępkowski zachował się godnie sędziego Sądu Najwyższego. Bronił prawa, bronił procedur, bronił przyzwoitości. I myślę, że inni sędziowie zachowają się tak samo. A Żurek pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Nie chce niczego naprawiać ani leczyć, chce tylko, żeby ludzie tacy jak on decydowali o najważniejszych sprawach w wymiarze sprawiedliwości”
– podsumował Krzysztof Szczucki.